20 sierpnia 2017

Swallow Makeup Tutorial


Cześć Piękni! 
Ostatnio dopadła mnie makijażowa wena, w związku z czym w najbliższym czasie możecie spodziewać się więcej propozycji makeup'ów. Dzisiejsza propozycja jest dla osób, które lubią nosić kreski i chciałyby z nimi trochę poeksperymentować. Makijaż w podobnym stylu widziałam już m.in u Katosu. Zapraszam na tutorial!


1. Jak zwykle, przygotowuję powiekę oraz brwi. Brwi podkreśliłam zestawem cieni do brwi Gosh, natomiast na powiekę nałożyłam kamuflaż w płynie Catrice, który przypudrowałam.



2. Na powiekę nakładam jasny brąz z palety Zoeva Cocoa Blend. Ten sam cień blenduję w załamaniu. W zewnętrzne V nakładam ciemniejszy, ciepły brąz z tej samej palety.



3. Czarnym cieniem z tej samej palety rysuję kreskę, jednak jest to właściwie sama jaskółka. Całość ma wyglądać tak, aby na otwartym oku podczas patrzenia na wprost widoczna była jaskółka, natomiast sama kreska powinna obejmować całą widoczną część powieki ruchomej i gładko zanikać.



4. Niestety, ale wykonując ten makijaż pokusiłam się o dodanie złotej kreski, która przy mojej budowie oka wyglądała bardzo źle. Z tego powodu zmyłam makijaż i wykonałam go jeszcze raz, dlatego kształt kreski różni się od tego na poprzednim zdjęciu :) Jaskółkę podkreśliłam żelowym eyelinerem od Pierre Rene. Na dolną powiekę powędrował natomiast błyszczący brąz z palety Cocoa Blend.



5. Aby rozświetlić wewnętrzny kącik, wymieszałam złoty cień Maybelline ... z Duraline, dzięki czemu uzyskałam lepszą trwałość. Na linię wodną powędrował ten sam eyeliner, którym podkreśliłam jaskółkę.



6. Zapomniałam zrobić zdjęcia po wytuszowaniu rzęs, dlatego możecie zobaczyć efekt całościowy - po wytuszowaniu oraz doklejeniu Demi Wispies od Ardell :) 



Co myślicie o takiej nietypowej kresce? Jak wam się podoba mój makijaż?


Pamiętajcie, że dziś jest ostatni dzień konkursu!




 
Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

13 sierpnia 2017

Makijaż w stylu azjatyckim

Cześć Piękni! 
Pomysł na dzisiejszy post krążył po mojej głowie już od dawna, właściwie chyba od początku istnienia bloga. Nigdy jednak nie mogłam się zebrać, zawsze szukając pomysłów na makijaże do postów wybierałam coś innego... W końcu jednak nadszedł ten moment i postanowiłam zmierzyć się z makijażem mocno inspirowanym trendami koreańskimi oraz japońskimi.

Z góry chciałabym powiedzieć, że o ile z kwestią pielęgnacji azjatyckiej jestem dość mocno zaznajomiona, z makijażem jest trochę gorzej. Wiem jaki rodzaj makijażu preferowany jest w krajach Azji Wschodniej oraz znam niektóre trendy jakie w owych krajach występują. Trendy jednak pojawiają się i znikają, dlatego istnieje możliwość, że część technik uwzględnionych w moim makijażu jest już pase ;) Przygotowując się do jego wykonania korzystałam z obejrzanych filmów na Youtube, zdjęć oraz artykułów (głównie Azjatyckiego Cukru). Wybaczcie mi jakość zdjęć, jednak wykonywałam je telefonem i bez lampy :(



Tak, wiem że prawdopodobnie nie wyglądam w tym makijażu najkorzystniej (znajomi już mnie o tym poinformowali :D), jednak nie o to w tym wszystkim chodzi. Moje typowo europejskie rysy nie były ułatwieniem, zwłaszcza nos (teraz już rozumiem, dlaczego w mandze czy anime Europejczycy zwykle mają wielkie nosy). Miała to być jednak zabawa oraz możliwość przedstawienia azjatyckich technik makijażowych osobom, które nie mają świadomości jak to wygląda. Dla mnie dużym zaskoczeniem był fakt, że w Azji ideały piękna różnią się od tych zachodnich. W Europie czy Ameryce makijaż ma być seksowny i kobiecy. Stawiamy na mocno wyrysowane brwi, podkreślone oczy oraz usta, wykonturowaną twarz. W Japonii czy Korei natomiast kobiety stawiają na dziewczęcy wygląd - gładką, błyszczącą cerę (żadnego matu!), róż na policzkach, delikatnie podkreśloną centralną część ust czy oczy podkreślone kreską opadającą w dół, która uznawana jest za uroczą.


Makijaż, który wykonałam jest wersją dzienną i delikatną. Uznałam, że nie ma sensu pakować wszystkich znanych mi technik do jednego makeup'u. Myślę, że wiele dziewczyn w Azji wybiera właśnie taką opcję, jaką wam dzisiaj przedstawię. Największym problemem były dla mnie brwi. Budowa czaszki, a konkretnie twarzy u Azjatów jest odmienna od europejskiej, przez co nasze brwi wyginają się w zdecydowanie większy łuk. Na zdjęciach i filmach zauważyłam, że u Azjatek dolna krawędź brwi jest prosta, załamanie występuje dopiero przy górnej krawędzi. Wydaje mi się, że moje brwi powinnam wystylizować na bardziej proste, ponieważ uzyskałam efekt trochę rodem ze Star Treka :D Miałam też ogromny problem aby ukryć włoski rosnące poniżej namalowanego przeze mnie kształtu - na zdjęciu zostały one usunięte komputerowo :)
Jeśli chodzi o makijaż oczu, na całą powiekę, aż do łuku brwiowego nałożyłam cień do brwi Annabelle Minerals w odcieniu Vanilla, a następnie na powiekę ruchomą dołożyłam szampański cień z palety Au Naturel od Sleeka. Kolejno żelowym eyelinerem Pierre Rene narysowałam delikatną kreskę wyciągając ją lekko, a rzęsy podkręciłam i wytuszowałam maskarą  Pierre Rene Silicone Volume. Mimo iż do zdjęć zawsze doklejam rzęsy, tym razem postanowiłam tego nie robić. Wykonałam za to trik mający powiększyć i uwydatnić moje dolne powieki. Efekt ten nazywa się puffy eyes, a aby go osiągnąć, wystarczy szaro-brązowym cieniem emitującym cień narysować linię pod dolną powieką a następnie lekko ją rozetrzeć. 



Na twarz nałożyłam krem BB z It's Skin, o którym możecie przeczytać tutaj (klik). Postanowiłam nie nakładać na niego pudru. Pod oczami znalazł się kamuflaż w płynie Catrice, który ze względu na wchodzenie w zmarszczki musiałam utrwalić. Nie konturowałam twarzy, zdecydowałam się jedynie na róż Celia w odcieniu 03 (o różach tych pisałam tutaj), jednak mimo że specjalnie nałożyłam go więcej, niezbyt widać go na zdjęciach. Nałożyłam również rozświetlacz z zestawu do konturowania Makeup Revolution Ultra Scoulpt & Contour Kit (pisałam o nim tutaj). Próbowałam też delikatnie wyszczuplić nos bronzerem z tego zestawu pomieszanym z szarym cieniem, jednak wydaje mi się, że mój nos wciąż jest elementem burzącym azjatycki "klimat". Na usta najpierw nałożyłam korektor, a następnie na sam środek nałożyłam pomadkę Estee Lauder Pure Color w kolorze 26 Nectarine, którą delikatnie roztarłam. Na zdjęciach gradient wygląda gorzej niż w rzeczywistości.
Aby bardziej wpasować się w azjatycki klimat, postanowiłam ułożyć grzywkę na prosto (wiem, że jest przydługa i krzywo obcięta, ale na co dzień noszę ją inaczej :)) Z braku peruki oraz kolorowych soczewek w programie graficznym przyciemniłam również włosy i zmieniłam kolor oczu. Pokusiłam się również na delikatne przerobienie linii żuchwy - w Azji idealny kształt twarzy to odwrócony trójkąt, a co za tym idzie - żuchwa powinna układać się w literę V. Moja żuchwa naturalnie jest w takim kształcie, jednak trochę ją podrasowałam :) Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały zdjęcia przed przerobieniem.



Lubicie czasem pobawić się i stworzyć mniej typowe makijaże? Jak podoba wam się moja azjatycka wersja? 



Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

6 sierpnia 2017

Zestaw pielęgnacyjny do włosów Dermena Hair | Recenzja

Cześć Piękni! 
Lato w pełni, a co za tym idzie - nasza skóra czy włosy często cierpią przez działanie promieni słonecznych czy na przykład klimatyzacji. Dzisiaj przedstawię wam więc dwa produkty, które mają zadbać o włosy słabe, suche i zniszczone nie tylko z powodu lata, ale również wielu innych czynników.


30 lipca 2017

Moje ulubione gadżety kosmetyczne

Cześć Piękni! 
W ostatnich latach na rynku wręcz zaroiło się od ciekawych gadżetów kosmetycznych, które uprzyjemniają nam dbanie o urodę czy makijaż. Ostatnio zdałam sobie sprawię, że całkiem sporo z nich to moi niekwestionowani ulubieńcy bez których nie wyobrażam sobie mojej kosmetyczki, mimo że na co dzień nie zwracam na nie większej uwagi. 



Zalotka MAC Half Lash Curler

Zalotka nie jest ani nowym wynalazkiem, ani też nieprawdopodobnie wymyślnym i innowacyjnym. Wariacji w tym temacie było już sporo. Mamy zalotki tradycyjne, małe, bez boków czy też podgrzewane. Ja skupię się jednak na tych małych, bo do nich należy mój ulubieniec. Usłyszałam o niej u Red Lipstick Monster już kilka lat temu, ale dopiero niedawno postanowiłam przekonać się na własnych rzęsach czy rzeczywiście jest taka dobra. I wiecie co? Jest świetna. Moje rzęsy są długie i dosyć podkręcone, więc niewiele im trzeba. Mimo to zawsze denerwowało mnie, że klasyczna zalotka jest zbyt duża i nie mogę precyzyjnie podkreślić moich rzęs dokładnie tam, gdzie chcę. Z zalotką MAC ten problem zniknął, a jeżeli użyjemy więcej siły, podkręcenie może być naprawdę spektakularne. Warto jednak uważać i trzeba nabyć trochę wprawy, bo mnie czasem zdarzy się podkręcić rzęsy na kwadratowo ;) Staram się je wtedy trochę rozprostować przy malowaniu i wszystko jest w porządku.






Brush Egg

Jest to typowy gadżet, który tak naprawdę nie jest nam niezbędny. Muszę jednak przyznać, że odkąd nabyłam mój egzemplarz, używam go przy każdym myciu. Czuję się wręcz dziwnie, jeżeli akurat nie mogę go użyć, bo np. jestem w podróży. Nie musimy inwestować w drogie brush eggi, które mogą kosztować nawet 25 zł (zwykle w sklepach stacjonarnych). Tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie go kupicie, bo wszystkie są praktycznie takie same. Ja swój nabyłam na Allegro za 5 zł, a drugi dostałam od marki Golden Rose podczas Meet Beauty. Jest on w paczce-nagrodzie, którą możecie zgarnąć w moim konkursie, więc zapraszam (klik). Istnieją też wersje rozbudowane, które już trudno nazwać jajeczkiem, bo mają zwykle kształt prostokąta. Są one wygodniejsze dla osób, które mają więcej pędzli, a ponadto można je założyć na całą rękę. Niezależnie jednak o jakiej wersji mowa, wypustki znacznie ułatwiają zarówno mycie, jak i płukanie pędzli. 





Skin Analyzer

O tym produkcie pisałam już kilka miesięcy temu. Służy on do mierzenia poziomu nawilżenia oraz natłuszczenia skóry. Dzięki temu możemy "zdiagnozować" naszą skórę i lepiej dostosować do niej swoją pielęgnację. Koszt takiego urządzonka na chińskich stronach nie jest wysoki, a mimo iż nie mamy pewności czy pomiar jest dokładny i rzeczywiście odzwierciedla stan naszej cery, mamy jednak punkt odniesienia i możemy porównać wynik np. sprzed nałożenia pielęgnacji i po aplikacji kosmetyków. Więcej na temat tego gadżetu przeczytacie tutaj.



Klipsy do zdejmowania paznokci hybrydowych

Co prawda zaprzestałam już ich używania, ponieważ zmywanie paznokci acetonem powodowało u mnie duże zniszczenie paznokci. Niestety, ale lakier (mimo wcześniejszego porządnego spiłowania) nie chciał się rozpuszczać, przez co później dosłownie musiałam go zdzierać striperem. Aktualnie spiłowuję lakier do końca, a moje paznokcie po zdjęciu lakieru nareszcie są w dobrym stanie i przestały się łamać. Mimo wszystko klipsy takie posiadam i osobom, które nie mają problemu ze zdjęciem lakieru, polecam. Swoje kupiłam za kilka złotych w chińskim sklepie. Aceton nie wyparowuje z wacika, mocno przylegają do płytki paznokcia i są łatwe w używaniu.



Grzebyk do rozczesywania rzęs Inglot
Muszę przyznać, że zupełnie o nim zapomniałam, a jest to gadżet, który uwielbiam. I mam tutaj na myśli konkretnie grzebyk marki Inglot, ponieważ jego ząbki są metalowe. Używałam już grzebyków plastikowych czy spiralek po tuszach do rzęs, jednak żaden nie daje tak świetnego efektu. Idealnie rozczesuje on sklejone tuszem rzęsy. Zwykle używam go od góry, dzięki temu rzęsy łatwiej się rozdzielają. Później możemy nim lekko podnieść rzęsy.





Osłonki na pędzle
Na ten temat również powstał już post, do którego was odsyłam (klik). W skrócie powiem, że są to specjalne siateczkowe osłonki, w których umieszczamy pędzla po umyciu do wyschnięcia. Zapobiegają one puszeniu się pędzli i są bardzo tanie. Można oczywiście zapobiegać puszeniu pędzli poprzez zawijanie w chusteczkę, jednak wydaje mi się to mniej higieniczne, a czas schnięcia jest dłuższy. W przypadku osłonek włosie ma ciągły kontakt z powietrzem i może spokojnie schnąć.

Jest to szóstka moich ulubionych gadżetów kosmetycznych. Nie wliczałam tutaj gąbek do makijażu, które również pokochałam, bo według mnie stoją one na równi z pędzlami i są nie tyle gadżetami, co akcesoriami kosmetycznymi. Jest jeszcze kilka gadżetów, które chciałabym wypróbować, a ciągle wymyślane są nowe. Jeśli za jakiś czas zbiorę więcej tego typu przedmiotów, z pewnością pojawi się druga część posta :)

Znacie już moich ulubieńców? Bez jakich gadżetów wy nie wyobrażacie sobie swojej kosmetyczki?






Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

23 lipca 2017

Filtry przeciwsłoneczne, które stosowałam i polecam

Cześć Piękni! 
Lato w pełni, chociaż pogoda nie rozpieszcza. Mimo wszystko Słońce potrafi czasem przygrzać, a nigdy nie wiadomo kiedy wyjdzie zza chmurki i zacznie smażyć, dlatego zawsze warto być przed nim chronionym. Jeżeli szukacie dla siebie filtra i nie wiecie na co się zdecydować, mam dla was kilka propozycji.


15 lipca 2017

Najlepszy krem pod oczy? | Bobbi Brown Extra Eye Repair Cream

Cześć Piękni! 
Z zamiarem napisania tej recenzji nosiłam się już od dłuższego czasu, jednak z niewiadomych przyczyn ciągle odkładałam ją na później. Ostatecznie nakłoniły mnie do tego filmy Maxineczki z Arleną Witt oraz Katosu, w których to Maxi mówiła o bohaterze dzisiejszego posta. Krem ten kupiłam bowiem "z polecenia" Asi, która określa go mianem najlepszego kremu pod oczy na świecie. Jeśli jesteście ciekawi czy podzielam jej zdanie, zapraszam do czytania.

10 lipca 2017

Konkurs Meet Beauty #2 !


Cześć Piękni! 
Już jakiś czas temu obiecałam wam konkurs, w którym podzielę się z wami moimi podarunkami z Meet Beauty. Oto więc nadszedł ten dzień. Bez zbędnego przedłużania - zapraszam do zapoznania się z regułami :)


2 lipca 2017

Bold eyeliner | Makijaż

Cześć Piękni! 
Lipiec zawitał i muszę przyznać, że czas ucieka mi ostatnio bardzo szybko. Na szczęście mam już prawie pełnoprawne wakacje, dlatego wracam do was i wreszcie znajdę czas żeby lepiej zadbać o bloga. Ostatni makijaż pojawił się w kwietniu z okazji drugich urodzin bloga, więc czas nadrobić wszystkie makijażowe zaległości :)


26 czerwca 2017

Ukojenie dla skóry atopowej i suchej? | NovaClear

Cześć Piękni! 
Jeżeli macie skórę suchą lub atopową, z pewnością macie problem by znaleźć kosmetyki, które nie tylko jej nie podrażnią, ale nawilżą i ukoją. Sama należę do posiadaczek cery suchej i wiem jak trudno jest sprawić, by utrzymywała ona wodę i nie była ściągnięta. Naprzeciw potrzebom takich osób wychodzi wiele marek, a dzisiaj przedstawię wam produkty jednej z nich.


11 czerwca 2017

Azjatycki sposób na osiągnięcie gładkiej, nieskazitelnej cery? | Babyface BB Cream od It's Skin

Cześć Piękni! 
Azjatyckie kremy BB chyba już na dobre zadomowiły się w naszych kosmetyczkach i sercach. Aż dziwne, że ja swój pierwszy tego typu kosmetyk kupiłam całkiem niedawno. Szybko jednak nadrabiam zaległości i mam dla was dzisiaj recenzję słodkiego i uroczego kremu od It's Skin o jakże zachęcającej nazwie Babyface.


4 czerwca 2017

Meet Beauty Conference III | Relacja + WYNIKI KONKURSU!

Cześć Piękni! 
W ostatni weekend nie było najnowszego posta, ponieważ niestety dopadła mnie choroba :( Wracam już jednak w pełni sił i opowiem wam dziś o wydarzeniu, które miało miejsce dwa tygodnie temu. Spędziłam bardzo intensywny weekend biorąc udział w trzeciej już edycji Meet Beauty. W tym roku konferencja była połączona z targami kosmetyczno-fryzjerskimi Beauty Days. Tak jak po poprzednich edycjach, napisałam dla was podsumowanie obu wydarzeń. Z pewnością pomoże ono osobom, które jeszcze nie były na MB czy targach ale zastanawiają się czy zgłosić się do nich w przyszłości :)


21 maja 2017

Naturalne znaczy... lepsze?

Cześć Piękni! 
Od dłuższego czasu możemy zaobserwować na świecie modę na slow life, zdrowy styl życia czy bycie eko. Jedną z takich "mód" czy tendencji jest również moda na kosmetyki naturalne. Wydawać by się mogło, że to, co dała nam natura powinno w zupełności wystarczyć nam do życia a ingerencja w naturę i tworzenie syntetycznych substancji nie może być dla nas dobre. Dzisiaj chciałabym z wami na ten temat porozmawiać.


14 maja 2017

7 urodowych grzechów głównych | TAG

Cześć Piękni! 
Dzisiaj mam dla was coś o lekkiej i przyjemnej tematyce, a mianowicie TAG znany już wam pewnie dobrze z innych blogów czy też kanałów na YT. Muszę przyznać, że jestem ostatnio bardzo zabiegana ze względu na studia i pracę, dlatego też czas na chwilę oddechu.


8 maja 2017

Własnoręcznie robione kremy? | Zrób sobie krem

Cześć Piękni! 
Pamiętam jak pewien czas temu w sieci pojawił się swego rodzaju boom na własnoręcznie robione kosmetyki. Mam jednak na myśli nie toniki czy maski z dostępnych w domu produktów, a pełnoprawne kremy wykonywane z "profesjonalnych" składników, które kupujemy w gotowym zestawie i przygotowujemy. Ja dotąd robiłam tylko proste sera z wit. C oraz glukonolaktonem, jednak uznałam, że chciałabym spróbować. W końcu robiąc krem samodzielnie wiemy dokładnie co i w jakiej ilości się w nim znajduje, a to duża przewaga nad gotowymi kosmetykami. 


30 kwietnia 2017

Jakie filtry stosować, aby chroniły przed starzeniem skóry? Kilka słów o UVA i UVB.

Cześć Piękni!
Od pewnego czasu zauważam pozytywną zmianę w świadomości Polek odnośnie korzystania ze słońca oraz chronienia się przed nim. Wiele dziewczyn (chłopaków również!) stara się uchronić swoją skórę przed niszczącym działaniem promieni UV czy to poprzez stosowanie filtrów, czy też zwyczajnie unikając słońca. Dzisiaj chciałabym poruszyć temat używania filtrów, ponieważ zauważyłam, że większość osób nie zdaje sobie sprawy, że większość dostępnych na sklepowych półkach kosmetyków chroni nas tylko częściowo, nawet jeśli wyposażone są w filtr SPF 50. Częściowo pisałam już o tym w poście "Dlaczego się nie opalam?" (klik), jednak uważam, że niedostatecznie rozwinęłam ten temat.


24 kwietnia 2017

Gąbka lepsza od Beauty Blendera? | Blend it!

Cześć Piękni! 
W święta postanowiłam odpocząć również od blogowania, jednak wracam pełna zapału i pomysłów z nowym postem. Dzisiaj opowiem wam o produkcie, który w ciągu bardzo krótkiego czasu stał się hitem w blogosferze. Pojawiły się również opinie, jakoby był lepszy nawet od swojego pierwowzoru, czyli kultowego Beauty Blendera. 


9 kwietnia 2017

Drugie urodziny bloga + KONKURS!

Cześć Piękni! 
Już w najbliższą środę blog będzie obchodził swoje drugie urodziny! Z tej okazji zapraszam was na urodzinowego posta, w którym pokażę wam jak rozwinęły się przez ten czas moje umiejętności makijażowe oraz (jak na szanujący się urodzinowy post przystało) ogłaszam konkurs :)


2 kwietnia 2017

Cyjanek, rtęć i ołów w kosmetykach?

Cześć Piękni! 
Czy kupilibyście kosmetyk, w którego składzie znajduje się cyjanek albo rtęć? Obie substancje, tak samo jak ołów znane są z negatywnego wpływu na nasze zdrowie. Ale co, gdyby były bardzo tanie? Czy 10 złotych to odpowiednia cena dla szminki z ołowiem? Może 5? Albo 3? Pewnie nawet za dopłatą nie chcielibyście ich nosić. A co gdybym powiedziała wam, że wielu z was być może używa takich produktów? Że w perfumach, których używacie może znajdować się mocz? 


26 marca 2017

No old bags allowed | Recenzja żelu pod oczy Anatomicals

Cześć Piękni! 
Nie wiem jak jest u was, ale dla mnie największym wyzwaniem pielęgnacyjnym zawsze jest zapewnienie skórze pod oczami odpowiedniej dawki nawilżenia. Jest ona kilkukrotnie cieńsza od skóry na reszcie twarzy, przez co o wiele bardziej narażona jest na zniszczenia oraz wcześniej się starzeje. W związku z tym cały czas szukam produktów, które zapewnią tej delikatnej strefie właściwe nawodnienie. Dzisiaj opowiem wam o jednym z nich. 


19 marca 2017

Azjatycka pielęgnacja polskimi kosmetykami?

Cześć Piękni! 
Ostatnimi czasy pielęgnacja azjatycka zrobiła się naprawdę bardzo popularna. Mam tutaj oczywiście na myśli techniki pochodzące głównie z Korei oraz Japonii. Produkty z tych krajów są u nas coraz szerzej dostępne, ich ceny jednak często są dość wysokie. Od dawna zastanawiam się czy można osiągnąć taki sam efekt używając kosmetyków zachodnich? Częściowo chyba znam odpowiedź na to pytanie.


12 marca 2017

"Maybelline. Historia rodziny, która stworzyła Maybelline" | Recenzja

Cześć Piękni! 
Zapewne wszyscy bardzo dobrze znacie markę Maybelline. Niewiele jest kobiet, które nie miałyby styczności z kosmetykami tej marki, a wiele z nich ma wśród jej produktów swoich ulubieńców. Mało osób jednak wie, że mimo iż w reklamach przedstawia się ją jako "Maybelline New York", nie pochodzi ona wcale z Nowego Jorku. Dzisiaj opowiem wam trochę o książce "Maybelline. Historia rodziny, która stworzyła Maybelline" napisaną przez dziedziczkę tego kosmetycznego imperium  oraz o tym, czy warto przeczytać tę prawie 500-stronicową historię.


5 marca 2017

Alternatywa dla maseczek koreańskich? | Maski Anatomicals



Cześć Piękni! 
W ostatnich miesiącach wielkim hitem stały się koreańskie maseczki w płachcie. Zawsze jednak widząc te oraz inne cuda pochodzące z drugiego końca świata zastanawiam się czy nie istnieją produkty z Polski lub Europy, które byłyby równie zachwycające. Czasem rzeczywiście udaje mi się znaleźć takie perełki i dzisiaj wam je przedstawię.