30 kwietnia 2017

Jakie filtry stosować, aby chroniły przed starzeniem skóry? Kilka słów o UVA i UVB.

Cześć Piękni!
Od pewnego czasu zauważam pozytywną zmianę w świadomości Polek odnośnie korzystania ze słońca oraz chronienia się przed nim. Wiele dziewczyn (chłopaków również!) stara się uchronić swoją skórę przed niszczącym działaniem promieni UV czy to poprzez stosowanie filtrów, czy też zwyczajnie unikając słońca. Dzisiaj chciałabym poruszyć temat używania filtrów, ponieważ zauważyłam, że większość osób nie zdaje sobie sprawy, że większość dostępnych na sklepowych półkach kosmetyków chroni nas tylko częściowo, nawet jeśli wyposażone są w filtr SPF 50. Częściowo pisałam już o tym w poście "Dlaczego się nie opalam?" (klik), jednak uważam, że niedostatecznie rozwinęłam ten temat.

Muszę przyznać, że sama przez długi czas nie miałam pojęcia jak naprawdę jest z filtrami. W naszej kulturze moda na ochronę przed słońcem dopiero raczkuje. Osoby, które nie zgłębiły tematu mogą mieć więc mylne pojęcie na ten temat. Wszędzie mówi się o SPF i o ile większość osób mniej więcej wie czym ono jest, o tyle niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego czym jest PPD czy PA i przed czym nas chroni. Nie ułatwiają tego producenci kosmetyków ochronnych, którzy informują nas tylko o wysokości pierwszego współczynnika. Jest to bowiem wymagane prawnie, podczas gdy o wysokości PA informować nie trzeba. Zazwyczaj na opakowaniu znaleźć możemy tylko zapis: „Zawiera filtry UVA i UVB”. Tak naprawdę niewiele on znaczy.
Zacznijmy więc od wytłumaczenia jak działają promienie słoneczne. Promieniowanie ultrafioletowe (UV) znajduje się w świetle, które otrzymujemy od Słońca. Dzieli się je jednak ze względu na długość fali, która to określa skutki jego działania na organizmy żywe. Wyróżniamy więc promieniowanie UV-A, UV-B oraz UV-C. UV-C jest w całości pochłaniane przez atmosferę ziemską, więc nie musimy się nim martwić. UV-B jest w większości pochłaniane przez warstwę ozonową. Do nas dociera zaledwie 3% tego promieniowania. Według różnych źródeł, 95-97% całego ultrafioletu docierającego na powierzchnię Ziemi to promieniowanie UVA.
Niebezpieczne dla funkcjonowania całego organizmu jest promieniowanie UVB. O ile ma też swoje pozytywy, ponieważ stymuluje produkcję witaminy D w skórze, o tyle przy nadmiernej ekspozycji może powodować poparzenia i reakcje alergiczne. Właśnie ten rodzaj promieniowania jest w głównej mierze odpowiedzialny za mutacje komórek prowadzące do powstawania nowotworów czy raka. Przed promieniowaniem UVB chronią nas filtry, których wysokość określana jest mianem SPF. Wiele osób błędnie zakłada, że im wyższy filtr, tym wyższy stopień ochrony. Nie do końca tak jest.
Zakłada się, że filtr SPF15 pochłania ok. 93% promieni UVB, natomiast filtr SPF30 – 97%. Nie jest to więc ogromna różnica. Główna różnica jest natomiast taka, że im wyższy SPF, tym dłuższy jest czas podczas którego możemy „bezpiecznie” przebywać na słońcu. U każdej osoby długość uzyskanej ochrony będzie inna. Aby łatwo było to zrozumieć, podam przykład – u osoby, której skóra zaczyna się opalać po 15 minutach spędzonych na słońcu, filtr na poziomie SPF50 wydłuży ten czas do 750 minut (15 x 50), czyli dopiero po 12 godzinach skóra zacznie się opalać.
Należy jednak mieć na uwadze, że skóra zaczyna się opalać wcześniej niż nam się wydaje oraz że nie możemy ufać filtrom w 100%. Przede wszystkim, każda kąpiel, pot czy przetarcie skóry ręcznikiem zmywa z nas warstwę ochronną. Nie ma czegoś takiego jak filtr wodoodporny a nawet jeśli producent za taki go przedstawia, na opakowaniu znajdziemy informację, że należy ponownie nałożyć go po wyjściu z wody. Jest tak ponieważ Unia Europejska nakazuje stosowanie na opakowaniach zaleceń takich jak ponowna aplikacja kosmetyku po kilku godzinach, chronienie dzieci przed otwartym słońcem oraz informacji o tym, że żaden filtr nie chroni nas całkowicie. Warto też wiedzieć, że najwyższe dopuszczalne oznaczenie wysokości SPF w UE to 50, natomiast w USA czy Australii – 30. Nie znaczy to, że kosmetyki nie mają większej zawartości filtra, jednak regulacje takie wprowadzono aby ludzie nie mieli poczucia, iż bezkarnie mogą przebywać na słońcu. Do produktów zawierających filtr na poziomie wyższym niż 50/30 producenci dodają +. Należy pamiętać, że nie ma badań, które jednoznacznie wskazywałyby, że stosowanie filtrów zapobiega zachorowaniom na raka skóry, istnieją jednak badania, które stwierdzają, że sama ekspozycja ma w tej kwestii duże znaczenie.


Jeżeli interesują was jednak kwestie starzenia skóry, warto zwrócić uwagę w stronę promieniowania UVA. Ciekawym zjawiskiem jest bowiem to, że o ile to promienie UVB w dużej mierze powodują powstawanie opalenizny oraz oparzeń skóry, to tak naprawdę za zniszczenia dokonane w siatce kolagenu i elastyny oraz za uszkadzanie fibroblastów, które produkują kolagen odpowiedzialne jest głównie promieniowanie UVA. Łatwo dać się oszukać myśląc, że to UVB niszczy naszą skórę, a więc samo SPF wystarczy. Zniszczenia dokonywane przez promienie UVA są bowiem niewidoczne przez wiele lat. Co więcej, o ile w Polsce na promieniowanie UVB narażeni jesteśmy głównie latem, o tyle promienie UVA docierające do nas są takie same niezależnie od pory roku czy pogody. Promieniowanie to wnika głęboko w skórę i właśnie tam sieje spustoszenie. Kiedy nasza skóra jest młoda, zniszczenia nie są mocno widoczne. Jednak z każdym kolejnym rokiem promienie uszkadzają coraz więcej fibroblastów, a więc skóra produkuje coraz mniej kolagenu. Jednocześnie uszkadzany jest ten, który już się w niej znajduje. Słońce niszczy zasoby, które mamy oraz utrudnia ich odnawianie. Ponadto, promieniowanie UVA może być powodem powstania zaćmy, ponieważ ono jako jedyne przenika do soczewki (UVB jest pochłaniane przez rogówkę). UVA, choć w mniejszym stopniu niż UVB, również przyczynia się do powstawania nowotworów.
Również w przypadku tego typu promieniowania istnieją substancje, które przed nim chronią. Wysokość ochrony przed UVA w kosmetyku określają różne wskaźniki. Nie ma bowiem jeszcze metody, która w obiektywny sposób pozwoliłaby mierzyć wpływ promieni UVA na skórę. Z tego względu różni producenci stosują różne oznaczenia, ale nawet zastosowanie jednego rodzaju oznaczenia o tym samym poziomie u różnych producentów, nie gwarantuje takiej samej ochrony. Z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej stosowane oznaczenie to PA. Dodajemy do niego plusy, gdzie PA+++ to najwyższy stopień ochrony, chociaż od kilku lat pojawiają się już kosmetyki PA++++. Wskaźnik ten został opracowany przez japońskich naukowców, bazuje on na metodzie PPD. Tak jak w przypadku SPF mierzy się odporność na oparzenia słoneczne uzyskaną po zastosowaniu filtra, tak w przypadku PPD mierzy się odporność na natychmiastowe zmiany w pigmentacji skóry (duże dawki UVA powodują natychmiastową hiperpigmentację lub powstanie odczynu rumieniowego, jednak przy zwykłej ekspozycji kolor skóry się nie zmienia) .
Wysokość ochrony zależna jest również od warstwy kosmetyku. Większość etykiet preparatów ochronnych informuje nas, że obiecaną wysokość ochrony uzyskujemy po nałożeniu określonej ilości. Zwykle jest to ok. 1,5-1,8 ml na samą twarz (nie licząc szyi), co jest naprawdę dużą ilością. Nałożenie jej to naprawdę trudne zadanie, któremu większość nie jest w stanie podołać. Dlatego warto mieć na uwadze, że ochrona będzie zawsze niższa niż na opakowaniu. Wyjściem z sytuacji jest stosowanie filtrów warstwowo – na początek krem z filtrem, na to podkład z filtrem, a na koniec jeszcze puder z filtrem. Wtedy łatwiej będzie nam przybliżyć tą ilość do zalecanej. Należy jednak pamiętać, że wysokość filtra nie sumuje się. Nałożenie SPF 20 oraz SPF 30 nie da nam ochrony SPF 50, a jedynie wysokość najwyższego z użytych filtrów, czyli SPF 30.
Osoby zainteresowane tematyką kosmetyków na pewno spotkały się z pojęciem filtrów fizycznych oraz chemicznych. Oba rodzaje chronią przed promieniowaniem, jednak w zgoła inny sposób. Filtry chemiczne wchłaniają promieniowanie słoneczne i je rozkładają. Z tego względu należy nakładać je ok. 15-30 minut przed ekspozycją, ponieważ muszą mieć czas aby się wchłonąć i zacząć działać. Filtry fizyczne (mineralne) działają jak lustro – odbijają promienie słoneczne. Dzięki temu nie trzeba ich nakładać dużo wcześniej, ponieważ działają od razu po nałożeniu. Mają one jednak tendencję do bielenia, przez co są bardziej widoczne. Oba rodzaje filtrów mają swoje wady i zalety, nie będę ich jednak dzisiaj poruszać. Być może rozwinę ten temat w przyszłości.

Mam nadzieję, że trochę przybliżyłam wam temat promieniowania UV oraz ochrony przeciwsłonecznej. Niestety, ale ciągle mówi się tylko o SPF, podczas gdy z istnienia promieni UVA, z którymi mamy kontakt niezmiennie przez cały rok, i które również są niebezpieczne, niewiele osób zdaje sobie sprawę. Pamiętajcie, że warto chronić się przez cały rok i to zarówno przed UVA, jak i UVB niezależnie czy jesteście zwolennikami filtrów, czy też przeciwnikami (takie osoby mogą skorzystać z innych sposobów ochrony).

Jakie są wasze doświadczenia z ochroną słoneczną? Na co zwracacie uwagę wybierając krem z fltrem? 
 


Osoby, które jeszcze nie wzięły udziału w konkursie gorąco do tego zachęcam!



Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

24 kwietnia 2017

Gąbka lepsza od Beauty Blendera? | Blend it!

Cześć Piękni! 
W święta postanowiłam odpocząć również od blogowania, jednak wracam pełna zapału i pomysłów z nowym postem. Dzisiaj opowiem wam o produkcie, który w ciągu bardzo krótkiego czasu stał się hitem w blogosferze. Pojawiły się również opinie, jakoby był lepszy nawet od swojego pierwowzoru, czyli kultowego Beauty Blendera. 


9 kwietnia 2017

Drugie urodziny bloga + KONKURS!

Cześć Piękni! 
Już w najbliższą środę blog będzie obchodził swoje drugie urodziny! Z tej okazji zapraszam was na urodzinowego posta, w którym pokażę wam jak rozwinęły się przez ten czas moje umiejętności makijażowe oraz (jak na szanujący się urodzinowy post przystało) ogłaszam konkurs :)


2 kwietnia 2017

Cyjanek, rtęć i ołów w kosmetykach?

Cześć Piękni! 
Czy kupilibyście kosmetyk, w którego składzie znajduje się cyjanek albo rtęć? Obie substancje, tak samo jak ołów znane są z negatywnego wpływu na nasze zdrowie. Ale co, gdyby były bardzo tanie? Czy 10 złotych to odpowiednia cena dla szminki z ołowiem? Może 5? Albo 3? Pewnie nawet za dopłatą nie chcielibyście ich nosić. A co gdybym powiedziała wam, że wielu z was być może używa takich produktów? Że w perfumach, których używacie może znajdować się mocz? 


26 marca 2017

No old bags allowed | Recenzja żelu pod oczy Anatomicals

Cześć Piękni! 
Nie wiem jak jest u was, ale dla mnie największym wyzwaniem pielęgnacyjnym zawsze jest zapewnienie skórze pod oczami odpowiedniej dawki nawilżenia. Jest ona kilkukrotnie cieńsza od skóry na reszcie twarzy, przez co o wiele bardziej narażona jest na zniszczenia oraz wcześniej się starzeje. W związku z tym cały czas szukam produktów, które zapewnią tej delikatnej strefie właściwe nawodnienie. Dzisiaj opowiem wam o jednym z nich. 


19 marca 2017

Azjatycka pielęgnacja polskimi kosmetykami?

Cześć Piękni! 
Ostatnimi czasy pielęgnacja azjatycka zrobiła się naprawdę bardzo popularna. Mam tutaj oczywiście na myśli techniki pochodzące głównie z Korei oraz Japonii. Produkty z tych krajów są u nas coraz szerzej dostępne, ich ceny jednak często są dość wysokie. Od dawna zastanawiam się czy można osiągnąć taki sam efekt używając kosmetyków zachodnich? Częściowo chyba znam odpowiedź na to pytanie.


12 marca 2017

"Maybelline. Historia rodziny, która stworzyła Maybelline" | Recenzja

Cześć Piękni! 
Zapewne wszyscy bardzo dobrze znacie markę Maybelline. Niewiele jest kobiet, które nie miałyby styczności z kosmetykami tej marki, a wiele z nich ma wśród jej produktów swoich ulubieńców. Mało osób jednak wie, że mimo iż w reklamach przedstawia się ją jako "Maybelline New York", nie pochodzi ona wcale z Nowego Jorku. Dzisiaj opowiem wam trochę o książce "Maybelline. Historia rodziny, która stworzyła Maybelline" napisaną przez dziedziczkę tego kosmetycznego imperium  oraz o tym, czy warto przeczytać tę prawie 500-stronicową historię.


5 marca 2017

Alternatywa dla maseczek koreańskich? | Maski Anatomicals



Cześć Piękni! 
W ostatnich miesiącach wielkim hitem stały się koreańskie maseczki w płachcie. Zawsze jednak widząc te oraz inne cuda pochodzące z drugiego końca świata zastanawiam się czy nie istnieją produkty z Polski lub Europy, które byłyby równie zachwycające. Czasem rzeczywiście udaje mi się znaleźć takie perełki i dzisiaj wam je przedstawię.


26 lutego 2017

Mac Face and Body | Recenzja

Cześć Piękni! 
Całkiem niedawno mogliście poznać moją opinię na temat korektora Mac Pro Longwear. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kolejnego produktu tej marki, a mianowicie podkładu Face & Body. Jeśli szukacie odpowiedniego dla siebie podkładu lub nie możecie zdecydować się który podkład z Maca wybrać, być może decyzja stanie się łatwiejsza :) 


19 lutego 2017

Pędzle z EnjoyOurs | Recenzja

Cześć Piękni! 
Niedawno zapowiadałam wam recenzję zestawu tańszych pędzli do makijażu i właśnie dzisiaj podzielę się z wami opinią na ich temat. Część z was być może wie, że od zawsze jestem sceptycznie nastawiona do takich setów, ponieważ zwykle ich jakość jest mocno średnia. Ten zestaw widziałam już wiele razy na różnych blogach i często pojawiały się o nim pozytywne opinie, dlatego w końcu wpadł również w moje ręce.


12 lutego 2017

Triple cut crease | Tutorial

Cześć Piękni!  
Jest już połowa lutego, a w tym roku na blogu nie pojawił się jeszcze żaden makijaż. Wynika to z ogromnego deficytu czasu, jednak w końcu udało mi się coś dla was przygotować. Od dawna miałam ochotę na cut crease, jednak przerwa w malowaniu sprawiła, że postanowiłam zaszaleć jeszcze bardziej :) 


5 lutego 2017

Pędzel-grubasek z Enjoyours.com | Recenzja

Cześć Piękni! 
W ostatnich latach rynek "pędzlowy" znacznie się rozwinął. Wciąż wychodzą nowe kształty i rodzaje pędzli, nie wspominając już o ich substytutach takich jak gąbeczki czy szczotki do makijażu. Nie wiem jak wy, ale ja chciałabym przygarnąć je wszystkie i przetestować. Dzisiaj więc na tapet bierzemy grubaska znalezionego na Enjoyours.com 



29 stycznia 2017

"Sekrety urody Koreanek" | Recenzja

Cześć Piękni! 
Niedawno na blogu recenzowałam biografię naszej rodaczki, Heleny Rubinstein, która zrewolucjonizowała a wręcz stworzyła rynek kosmetyczny (klik). Dzisiaj przychodzę do was z inną książką związaną z urodą, chociaż jest to książka zupełnie innego rodzaju. Już wiele miesięcy temu w blogosferze bardzo popularna stała się książka "Sekrety urody Koreanek", która świetnie wpisała się w obecną ostatnimi czasy modę na azjatycką pielęgnację. 


22 stycznia 2017

Najlepszy gadżet kobiety? Skin Analyzer!

Cześć Piękni! 
Już wiele miesięcy temu dowiedziałam się o istnieniu pewnego małego, ale jakże sprytnego urządzenia jakim jest skin analyzer. Trudno mi znaleźć jego polską nazwę, a "analizator skóry" brzmi trochę dziwnie. W gruncie rzeczy chodzi jednak o gadżet, który mierzy zawartość wody w skórze. Jest on popularny wśród Azjatek i nic dziwnego, skoro kultura piękna i dbania o cerę w Azji Wschodniej jest znacznie bardziej rozwinięta niż w Europie czy Ameryce. 


15 stycznia 2017

Mac Pro Longwear Concealer | Recenzja

Cześć Piękni! 
Blogosfera już od lat zachwyca się kultowym korektorem Mac, jakim jest Pro Longwear. Przez wielu uznawany jest za cudo i polecany, nic więc dziwnego że i w moje ręce musiał w końcu wpaść. Jeśli zastanawiacie się czy rzeczywiście jest to małe cudo, które warto mieć w swojej kosmetyczce, koniecznie przeczytajcie recenzję. 


8 stycznia 2017

Jak zachować kształt pędzla na długie lata?

Cześć Piękni! 
Pewien czas temu na blogu pojawił się post, w którym opisywałam jak myć pędzle aby utrzymać je w dobrym stanie i używać przynajmniej kilka lat (post przeczytacie tutaj). Jest jednak pewna kwestia, o której wtedy tylko wspomniałam. Chodzi mi o zapobieganie rozcapierzaniu się włosia.  


1 stycznia 2017

"Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno" | Recenzja

Cześć Piękni! 
Chyba wszystkie osoby interesujące się makijażem i ogólnie pojętym dbaniem o urodę ciekawe są jak dziedzina ta rozwijała się na przestrzeni lat. Kiedy kobiety zaczęły używać kremów, kiedy sięgnęły po inne kosmetyki, z czego były one wykonane itd. Książka, której recenzję dla was przygotowałam jest podróżą przez prawie 100 lat. Zaczyna się ona w roku 1872, kiedy na krakowskim Kazimierzu na świat przyszła Helena Rubinstein. Całe swoje życie spędziła na wprowadzaniu kosmetycznych nowości, pomagając kobietom zadbać o siebie oraz będąc przykładem kobiety wyemancypowanej, która cały sukces zawdzięcza tylko sobie.