2 kwietnia 2017

Cyjanek, rtęć i ołów w kosmetykach?

Cześć Piękni! 
Czy kupilibyście kosmetyk, w którego składzie znajduje się cyjanek albo rtęć? Obie substancje, tak samo jak ołów znane są z negatywnego wpływu na nasze zdrowie. Ale co, gdyby były bardzo tanie? Czy 10 złotych to odpowiednia cena dla szminki z ołowiem? Może 5? Albo 3? Pewnie nawet za dopłatą nie chcielibyście ich nosić. A co gdybym powiedziała wam, że wielu z was być może używa takich produktów? Że w perfumach, których używacie może znajdować się mocz? 


Być może część z was już domyśliła się o czym będzie dzisiejszy post. W ostatnim czasie popularność serwisów typu Aliexpress osiąga apogeum. Ale dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć nie tylko o serwisach chińskich, ale również polskich, angielskich, amerykańskich i wszystkich innych. Nie będę mówić tylko o podróbkach, ale także o kosmetykach no-name lub takich, które wyrobiły sobie już w Internecie całkiem rozpoznawalną markę.  
Istnieją całe rzesze osób kupujących w takich miejscach kosmetyki, gadżety, ubrania... wszystko. Oczywistym jest, że każdy z nas woli kupić produkt za 10 zł niż za 40, jednak należy chęć oszczędzania oddzielić od zwykłej pazerności zaślepiającej zdroworozsądkowe podejście. Czytając różne wypowiedzi w Internecie można odnieść wrażenie, że część zagorzałych zwolenników tanich kosmetyków nieznanego pochodzenia tak bardzo chce wierzyć, że są one oryginalne/dobrej jakości, że zakładają klapki na oczy oraz nauszniki na uszy, a kiedy ktoś wysuwa logiczne argumenty, zaczynają głośno śpiewać: "Lalala, nic nie słyszę!". Wiele osób nawet zdaje sobie sprawę z kupowania podróbek, ale co tam, najważniejsze żeby udawać bogatszego niż się jest. "Niech wszyscy myślą, że mnie stać na Diora". To bardzo smutne z psychologicznego punktu widzenia.
Chciałabym poruszyć temat tego, w jaki sposób produkowane są takie kosmetyki. W Chinach czy Europie Wschodniej istnieje cała masa undergroundowych fabryk, którym baardzo daleko do standardów obejmujących marki, które podpisują się pod swoimi produktami. Tutaj odsyłam was do posta dziewczyn z bloga AlmostParadise (link tutaj), ponieważ one w świetny sposób o tym napisały. W Chinach karaluchy, szczury i skażona woda nie są zjawiskiem niespotykanym. Jednak to, co naprawdę mnie przeraziło to artykuł znaleziony na Dailymail.co.uk (możecie przeczytać go tutaj). Opiera się on na ostrzeżeniu brytyjskiej policji przed zalewającą UK falą toksycznych podróbek. Badania takich kosmetyków wykryły w nich zawartość m.in. arszeniku, rtęci, cyjanku, ołowiu czy kadmu. W artykule zostały opisane prawdziwe przypadki kobiet, którym tanie kosmetyki wyrządziły dużą krzywdę. Uważam, że takie historie robią większe wrażenie niż suche fakty czy statystyki. 


Jedna z nielegalnych chińskich fabryk
Katie Brown, mieszkanka Wielkiej Brytanii nieumyślnie zamówiła chińską podróbkę cieni do powiek Urban Decay. Kobieta przyznaje, że od razu po otwarciu paczki wiedziała, że ma do czynienia z nieoryginalnym kosmetykiem. Po kilku minutach od nałożenia produktu jej oczy zaczęły puchnąć, a wzrok zaczął się rozmywać. Z kolei Louise Emery dostała w prezencie zestaw kosmetyków MAC, które oczywiście z oryginałami miały niewiele wspólnego. Po ich użyciu, jej twarz spuchła niemal dwukrotnie, wyglądała również na poparzoną. Jej relację w postaci filmiku możecie znaleźć w podlinkowanym artykule. Ale to jeszcze nie koniec. Znalazłam również przypadek Mandy Lanham, która kupiła podróbkę podkładu Benefit, myśląc że to przeceniony oryginał. Cena nie była tak niska, by mogła wzbudzać podejrzenia a opinie kupujących okazały się pozytywne. Kiedy kobieta nałożyła podkład, zauważyła że ma on inne właściwości i kolor, niż oryginalny produkt, którego używała wcześniej. Rano Mendy obudziła się z podrażnioną, wręcz poparzoną, spuchniętą i piekącą twarzą. Podrażnienie ustąpiło dopiero po kilku godzinach. Kiedy sprawa została zgłoszona do producenta, okazało się że produkt nie jest oryginalny. W związku ze sprawą poproszono Staffordshire Scientific Services o przeprowadzenie na podróbkach testów, które wykazały, że wszystkie zawierały mieszankę groźnych dla zdrowia substancji (ołów, rtęć, kadm, miedź, arszenik)Takim sposobem odkryto, że w podróbce kredki do oczu MAC znajduje się 46 razy więcej miedzi niż wynosi dopuszczalna dawka.maskarze możecie odnaleźć zmywacz do paznokci, a w perfumach mocz pełniący funkcję stabilizatora (swoją drogą - jak to działa?). Jeśli jesteście ciekawi co jeszcze odnaleziono, zapraszam tutajKolejne przypadki zakupu kosmetyków chińskich opisywały dziewczyny z Almost Paradise - chodziło o produkty rzekomo organiczne, z certyfikatami. Skończyło się jednak jak w poprzednich przypadkach, czyli poparzeniem skóry. 
Wiele osób powie pewnie, że w kosmetykach na rynku zachodnim też może być wszystko. Teoretycznie tak jest i niektóre organizacje przeprowadzają czasami badania różnych produktów, po czym okazuje się że są w nich składniki niewykazane na etykiecie. Pamiętajcie jednak, że w takim wypadku macie prawo do reklamacji. Jeśli okaże się, że w używanym przez was kosmetyku, który zrobił wam krzywdę znajdują się niebezpieczne, niedozwolone substancje macie możliwość wytoczenia sprawy sądowej i uzyskania odszkodowania (wbrew pozorom nie jest niemożliwe wygrać z wielką firmą, zwłaszcza w takim przypadku). Co zrobicie, jeśli taka sytuacja przydarzy wam się po użyciu kremu nie wiadomo skąd? Zgłosicie reklamację panu Chińczykowi czy też sprzedawcy na Allegro, który jest tylko pośrednikiem? 

Pamiętajcie, że wasze zdrowie zawsze powinno być ważniejsze niż chęć oszczędzenia kilku złotych. Nie myśli się o tym gdy to zdrowie jest, ale kiedy zatrujecie się kadmem (jak pewna dziewczyna przez używanie toksycznego, chińskiego termosu), z pewnością będziecie żałowali, że było wam szkoda wydać więcej. Zdrowie nie ma wartości. Myślcie i nie dajcie się nabrać na krążące w sieci kłamstwa. 


Co myślicie w tym temacie? Dzielcie się swoimi przemyśleniami!



Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

22 komentarze:

  1. Ja nigdy nie kupuję kosmetyków z alli czy tam z allegro ;D a kij widelec zostanę bez ryjka ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Boję się używać chińskich kosmetyków. Co prawda zamówiłam czarną maskę, ale nie miała nawet nadrukowanego składu na opakowaniu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze kupuję kosmetyki jedynie ze sprawdzonego źródła - głównie z drogerii lub perfumerii. Trzeba uważać! Nie słyszałam o takich przypadkach. Dobrze, że ostrzegasz.
    Pozdrowionka! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam się z daleka od takich produktów, co gorsza coraz to lepsze podróby robią, które ciężko odróżnić. Mnie to śmieszy, że np. ludzie jawnie wybierają bioaqua, chociaż wszędzie pisze że to nie koreańska marka, a śmiecie z aliexpress, gdzie każdy odpowiednik janusza w Chinach może użyć tej nazwy i pod nią sprzedawać (na grupie azjatyckiej robiłyśmy dochodzenie). Ja zdecydowanie kosmetyków z Chin bym nie użyła - wystarczy mi już alergii w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alergia to w tym przypadku najlepsze, co nas może spotkać. Przynajmniej musimy odstawić dany produkt i mniej metali ciężkich się wchłonie :p

      Usuń
  5. Nie powiem, żebym nie była osobą, która lubi oszczędzać - lubię, ale nie za wszelką cenę. Czasem nawet wolę i przepłacić, ale mieć gwarancję, że towar jest dobry. Nie ma co oszczędzać na zdrowiu... kosmetyki niby mają pielęgnować ciało, skórę, ale takie niewiadomego pochodzenia może zaszkodzić - i najczęściej to właśnie robi. Nigdy nie miałam ochoty zamawiać chińskich kosmetyków, nawet w chińczyku je omijam, szkoda pieniędzy i zdrowia. Nawet w kwestii spożywczej unikam dużo produktów, jak chociażby pieczywo z dyskontów - tym bardziej od kiedy usłyszałam, że chleb z takiej biedronki jest chlebem z Chin...

    OdpowiedzUsuń
  6. Uważam, że do wszystkiego należy podchodzić ostrożnie. Zdarza mi się używać chińskich hybryd (zawsze staram się wybierać takie, które już wcześniej zostały ocenione przez dziewczyny z grupy na fb), ale już np. na twarzy bym się bała nakładać coś z Ali. A już szczególnie przy oczach. Zresztą podróbki to wiocha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja hybryd bym nie użyła, w końcu mogą w nich być metale ciężkie, które będą przenikać do organizmu, a ich wpływ poznamy dopiero za kilka lat.

      Usuń
  7. z Alie używam tylko pędzli, kosmetyki z chin jakos mnie przerazaja..

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry post! Nigdy nie kupowałam kosmetyków na Aliexpress ani u innych chinoli, ze względu iż bałabym się (chociaż nie pomyślałabym, że mogą się znajdować w składzie takie straszne rzeczy). Mam nadzieję, że ten post przestraszy niektóre osoby, które robią regularnie zakupy kosmetyczne na takich portalach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrowie jest najważniejsze, absolutna racja. Przestrzegałam moje córki, juz dawno temu, nawet przed kosmetykami dołączanymi do popularnych gazet młodzieżowych, a daleko im do tych z internetu. Na pewnych rzeczach nie warto robić oszczędności. Lepiej mieć mniej, ale dobrej jakości ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, na azjatyckim allegro to trzeba mieć odwagę żeby kupować kosmetyki

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie dziwią ostatnio popularne filmiki czy posty z podróbkami pomadek Colorpop, Kayky Jenner itp. Nigdy nie kupowałam takich kosmetyków.. a już na pewno świadomie. Jeśli już chcę coś kupić lepszej marki to idę do Sephory czy zamawiam ze sprawdzonych źródeł. Na aliexpress zamówiłam maski w płacie marki Yunigang.. ale dopiero po recenzji innej użytkowniczki.. są rewelacyjne i mają wypisany skład w jeżyku angielskim. Miałam obawy z początku ale teraz myślę, że kupię je ponownie. Czy zaryzykowałabym z czymś innym.. chyba miałabym obawy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd pewność, że skład, który tam jest jest prawdziwy? W Chinach nikt nie kontroluje tego, co ktoś sprzedaje na takich stronach. Dziewczyny z Almost Paradise dobrze opisały jak wyglądają takie domowe produkcje w Chinach, polecam przeczytać ;) To, że nie widzimy, że coś nam szkodzi nie znaczy, że tak nie jest. Metali ciężkich się nie czuje od razu :)

      Usuń
  12. Fajnie się patrzy na te różności u innych( czasami z zazdrością) ale podchodzę do wszystkiego ostrożnie, wole standardowe kosmetyki ogólnie znane :)
    pozdrawiam fajny temat

    OdpowiedzUsuń
  13. Dużo zamawiam z alie, jednak nie są to kosmetyki, jakoś nie mam co do nich przekonania. Raz na jednej z fejsowych grup widziałam jak dziewczyna wstawiła zdjęcie ust po matowej pomadce właśnie z alie. Odechciało mi się kosmetycznych zakupów. Jednak tak jak piszesz, wielu ludzi jak jest ostrzeganych udają że tego nie słyszą, a później wielkie zdziwienie skąd się wzięło uczulenie.
    Pozdrawiam :)
    _________________________________________
    http://milki-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie miałam niczego z Alie. :-) Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych! :-)

    Pozdrawiam,
    www.kosmetykiani.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczęśliwie nie kuszą mnie nadmiernie aliekspresy i inne podejrzane źródła. W ogóle jeśli nie jestem w stanie przeczytać składu przed zakupem to niezmiernie mnie to mierzi, pewnie dlatego raczej mnie nie ciągnie (takie zboczenie:D). Co prawda uwielbiam robić zakupy przez internet, ale korzystam wyłącznie ze sprawdzonych drogerii więc mam nadzieję, że dziwaczne przypadki mnie ominą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podrobione kosmetyki oraz te no-name to największa zaraza rynku kosmetycznego w obecnych czasach - nie wiem jak można świadomie kupować takie świństwa, tym bardziej że zdrowie mamy tylko jedno i nie warto na tym polu eksperymentować.

    Bardzo dobry wpis! Być może uświadomi co poniektórym, jak wygląda prawda o ich ukochanych produktach z portali typu Aliexpress :)

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
  17. Kupuję tylko sprawdzone kosmetyki, naturalne i z pewnych źródeł. Chińskie nie skuszą mnie choć by były nie wiem jak tanie, nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dlatego nie kupuję na Ali! Mam nadzieję, że te informację dotrą do wszystkich.

    OdpowiedzUsuń