23 lipca 2017

Filtry przeciwsłoneczne, które stosowałam i polecam

Cześć Piękni! 
Lato w pełni, chociaż pogoda nie rozpieszcza. Mimo wszystko Słońce potrafi czasem przygrzać, a nigdy nie wiadomo kiedy wyjdzie zza chmurki i zacznie smażyć, dlatego zawsze warto być przed nim chronionym. Jeżeli szukacie dla siebie filtra i nie wiecie na co się zdecydować, mam dla was kilka propozycji.


Jeśli czytacie bloga regularnie, z pewnością wiecie, że już od dosyć dawna unikam słońca i nie dopuszczam do sytuacji, w której moja skóra by się opaliła. Szczególnie restrykcyjnie traktuję twarz, a więcej na ten temat pisałam w postach "Dlaczego się nie opalam?" oraz "Jakie filtry stosować, aby chroniły przed starzeniem skóry? Kilka słów o UVA i UVB" (możecie do nich przejść klikając w tekst). Znalezienie dobrego filtra, który będzie miał odpowiednią wysokość ochrony zarówno przed UVB (SPF) jak i UVA (PA), fajną konsystencję oraz ogólnie będzie przyjemny w użytkowaniu nie jest takie łatwe. Dlatego podzielę się dzisiaj z wami moim "filtrowym" doświadczeniem.

Jeżeli chodzi o wysokość filtra, zwykle wybieram 50 lub 50+. Faktem jest, że SPF 30 chroni tylko o kilka procent słabiej niż SPF 50, jednak czas "chronionego" przebywania na słońcu znacznie się zmniejsza. Jak interpretować wysokość filtra pisałam w poście "Jakie filtry stosować...", więc jeżeli nie wiecie jak to działa, ponownie odsyłam was tam :) Nie będę również poruszała kwestii wodoodporności, ponieważ ŻADEN filtr nie jest wodoodporny ani ogólnie odporny na czynniki zewnętrzne - po wyjściu z wody, wytarciu się ręcznikiem itp. należy ponowić aplikację. Dlatego też na te zapewnienia kompletnie nie zwracam uwagi. Tak samo jak na zwrot "ochrona UVB i UVA", ponieważ bez podania wartości ochrony UVA jest to tylko pusty tekst. Filtry UV zawsze trochę chronią przed UVA, ale dopóki producent nie poinformuje w jakim stopniu, tekst ten nic dla mnie nie znaczy.



Filtry do twarzy

Ziaja Med, Matujący krem do twarzy SPF 50+

Pojemność: 50 ml
Opakowanie: plastikowa tubka
Cena: ok. 20 zł (w Internecie dostępny nawet taniej)

Krem kupiłam zachęcona przez Alinę Rose, która robiła ranking łatwo dostępnych, tanich kremów do twarzy. Cena rzeczywiście jest optymalna i tutaj pojawia się fakt, który zaobserwowałam. Nie jestem w stanie zmierzyć rzeczywistej wysokości ochrony, jednak kosmetyk przed wejściem na rynek musi przejść szereg testów i firma nie może sobie pozwolić (mam przynajmniej taką nadzieję) na oszustwa na etykiecie. Dlatego w tej kwestii ufam zarówno tańszym, jak i droższym markom. Faktem jest jednak, że produkty droższe mają po prostu lepsze konsystencje. Produkt Ziai opisywany jest jako matujący. Oprócz tego, dostępne są inne wersje. Zdecydowałam się jednak na tę, ponieważ z recenzji w Internecie dowiedziałam się, że krem ten najmniej się świeci. Czy matowi? Kompletnie nie. Twarz po posmarowaniu błyszczy jak reflektor i nawet pozostawienie kosmetyku na dłuższy czas nic nie zmienia. Nałożenie makijażu jest przez to problematyczne, a skóra klei się przez kilka godzin nawet pomimo nałożenia tony pudru matującego. Zdaję sobie jednak sprawę, że praktycznie niemożliwym jest znalezienie innego kremu w tej półce cenowej z tak wysokim filtrem, którego konsystencja byłaby fajniejsza. Dlatego mimo wszystko, jeśli szukacie taniego filtra, polecam go. Firmy prześcigają się w nowościach, dlatego w ciągu kilku najbliższych lat nawet tanie marki wprowadzą fajne kremy z wysoką ochroną. Być może już coś takiego jest dostępne? Jeśli znacie takowe mazidła, dajcie znać! Co do kremu Ziaja Med - używałam go przez cały sezon i dałam radę. Aczkolwiek w tym roku postawiłam na coś lepszego. Zaraz wam o tym opowiem :)




It's Skin, Babyface BB Cream Moisture

Pojemność: 30 ml
Opakowanie: urocza, plastikowa tubka
Cena: ok. 40 zł

Nie jest to typowy krem przeciwsłoneczny, a krem bb. Kupiłam go jednak specjalnie pod kątem ochrony przeciwsłonecznej, ponieważ ŻADEN z zachodnich kremów ochronnych, z jakimi się dotąd spotykałam, nie ma podanej wysokości ochrony przeciw promieniom UVA. Dlatego też postawiłam na to urocze azjatyckie cudo, które co prawda ma tylko SPF 30, jednak ochrona przed UVA została określona jako PA++. Jego pełną recenzję znajdziecie tutaj

Oczywiście, dostępne są u nas niektóre azjatyckie kremy z filtrem bez pigmentu, ale muszę przyznać, że zależało mi na cenie. Bardzo lubię ten krem bb, a biorąc pod uwagę, że jest to nie tylko ochrona, ale również podkład, uważam że to strzał w 10. Przede mną jednak jeszcze inne azjatyckie kremy bb, które będę chciała przetestować :)




Clinique, SPF50 Mineral Sunscreen Fluid For Face

Pojemność: 30 ml
Opakowanie: plastikowa tubka z kroplomierzem
Cena: 117 zł

Krem ten miałam okazję przetestować w zeszłym roku i spodobał mi się na tyle, że zdecydowałam się na zakup. Kupiłam nawet zapas :) Widać tutaj właśnie to, o czym mówiłam w przypadku Ziai - droższe kremy mają zdecydowanie przyjemniejszą konsystencję. Krem jest lekki i wchłania się bardzo szybko. Zdarzyło mi się nałożyć podkład od razu po aplikacji kremu i nie musiałam męczyć się z tłustą warstwą. Twarz nie lepi się, można ją później spokojnie wykonturować i nic się nie ściera. Nawet nałożenie solidnej warstwy produktu nie powoduje takiego efektu. Minusem jest jedynie to, że marka nie określa wysokości ochrony przed UVA, która w przypadku wysokich filtrów UVB również jest zwykle dość spora. Aczkolwiek tak jak mówiłam, nie znam żadnej zachodniej marki, która by to robiła. Pewnie poczekamy na to jeszcze kilka lat, aż firmy zorientują się, że warto to zrobić. Gorzej dla nich, jeżeli w tym czasie konsumenci przerzucą się na coraz łatwiej dostępne kosmetyki azjatyckie, które właściwie zawsze podają takie informacje.




Clinique, Sun SPF 30 Mineral Powder Makeup For Face

Pojemność: 9,5 g
Opakowanie: typowe dla pudru prasowanego, bez aplikatora
Cena: 140 zł

Tego gagatka kupiłam jako uzupełnienie mojej ochrony przeciwsłonecznej. Często jest tak, że krem z filtrem nakładamy rano, później robimy makijaż i nosimy go aż do wieczora. W międzyczasie filtr się destabilizuje, my się pocimy i ścieramy go, a ochrona słabnie. Zawsze miałam z tym problem, ponieważ często nie możemy zmyć makijażu, ponowić aplikacji filtra i znów się umalować. Dlatego uznałam, że zakup pudru z filtrem jest świetnym pomysłem. Nie wymagam od niego żadnych właściwości matujących czy utrwalających, bo od tego jest zwykły puder. Zależy mi tylko i wyłącznie na ochronie. Niestety, ale okazało się, że kolor jest dla mnie zbyt ciemny (wiem, że na zdjęciu wygląda jaśniutko). Mimo wyboru najjaśniejszego, musiałabym się sporo opalić, aby mi pasował. Nie mam jeszcze zbytnio pomysłu co z nim zrobię, być może oddam go komuś, komu odcień będzie pasował. Nie jestem nawet w stanie ocenić działania czy tego, jak zachowuje się na skórze, bo nałożenie go zniszczyłoby mi cały makijaż. Ale warto wiedzieć, że taki produkt istnieje i poszukać recenzji w Internecie, jeśli wasza cera jest ciemniejsza.


Filtry do ciała



Sunozon, emulsja w sprayu do opalania dla dzieci (SPF 50)
Pojemność: 250 ml
Opakowanie: Plastikowe z atomizerem
Cena: 30 zł

Filtr ten dostaniecie w Rossmannie (jest to produkt sygnowany ich marką). Po raz pierwszy kupiłam go dwa lata temu, jednak reaplikując go na pewnej pięknej chorwackiej wyspie zapomniałam zabrać go z toalety :D Szybko kupiłam jednak kolejne opakowanie, które służyło mi również rok temu. Pamiętajcie jednak, że najlepiej zużyć filtr w ciągu jednego sezonu, ponieważ może on się zdestabilizować. Jeżeli chodzi o sam kosmetyk, chroni naprawdę dobrze. Konsystencja, jak można się domyślić biorąc pod uwagę cenę, jest raczej średnia. Krem klei się i błyszczy. Na plaży możemy mieć pewność, że po położeniu się na piasku będziemy wyglądać jak kotlet w panierce. Nie czepiam się jednak tego, bo rozumiem że za taką cenę otrzymujemy taką jakość. Dla mnie najważniejsza jest ochrona, a ją mamy zapewnioną. Jak oceniam sposób aplikacji (spryskiwacz)? Przyznam szczerze, że nie odczuwam wielkiej różnicy w porównaniu do tradycyjnych opakowań takich kremów. Fajne jest w nim to, że możemy zablokować rączkę. Dzięki temu mamy pewność, że kosmetyk nie wyleje się w podróży. Z racji, że jest to produkt dla dzieci, takie zabezpieczenie również może być przydatne. Poza tym nie widzę wielkiej różnicy ani zalet jednego czy drugiego rozwiązania.



Sunozon Med, żel przeciwsłoneczny (SPF 50)

Pojemność: 200 ml
Opakowanie: tradycyjne, jak dla balsamu
Cena: 24 zł

Jest to mój tegoroczny towarzysz. Do jego zakupu przekonała mnie informacja o żelowej formule. Wyobraziłam sobie chłodny żel na mojej skórze, a co więcej - taka konsystencja zapewnia szybkie wchłanianie się kosmetyku! Przy pierwszej aplikacji trochę się zawiodłam, bo tak naprawdę krem ten obok żelu nawet nie stał. Ma zwykłą, lekką formułę jak większość tego typu produktów. Mimo wszystko, wchłania się o wiele lepiej niż jego poprzednik i mniej klei. Świecenie wciąż jest widoczne, jednak jest już trochę lepiej. W droższe kosmetyki z filtrem do ciała nie inwestuję, bo jestem w stanie przeboleć lekkie klejenie się czy świecenie na ciele :)

Oczywiście nie są to wszystkie kosmetyki z filtrem jakie stosowałam w życiu, ale niestety wielu nazw już nie pamiętam. Te, które przedstawiłam były używane w ciągu ostatnich lat lub używam ich obecnie. Mam nadzieję, że ich lista oraz krótkie recenzje będzie dla was przydatna w wyborze swojego własnego filtra.

Znacie któreś z tych kosmetyków? Jakie są wasze ulubione filtry?



Pamiętajcie o konkursie!



Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

32 komentarze:

  1. Nie miałam tych produktów. 50 używałam do twarzy z Iwostinu, a do ciała z Dax Cosmetics. Zainteresował mnie ten puder z Clinique:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam żadnego z tych produktów. Niedługo wybieram się jednak nad wodę, więc może na jakiś się skuszę ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. mam ten zestaw Clinique i bardzo sobie chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiam się nad tym kremem BB. Chyba się na niego skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post :) Podoba mi się w azjatyckich kremach BB ochrona przeciwsłoneczna, w ogóle Azjatki mają do niej świetne podejście. Ten puder z koloru chyba by mi pasował ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo przydatny post. Zajrzałam też do podlikonwanego tekstu o promieniowaniu UVB i UVA i było tam naprawdę dużo merytorycznej wiedzy. W takim razie równie istotne jest sprawdzanie, czy nasz krem zapewnia ochronę przed promieniowaniem UVA. Sprawdzilam kremy, które posiadam w domu i każdy zapewniał, że taka ochronę posiada, ale szczegółów nie było. Tylko Soraya zawarła informację "UVA 8", choć nie za wiele mi to mówi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UVA 8 to zapewne PPD 8. Cyfra ta świadczy o tym, że po zastosowaniu tego kremu czas przebywania na słońcu będąc chronionym wynosi 8 razy czas, po jakim zaczynasz się opalać bez ochrony. Więc jeżeli dzieje się tak po 10 minutach, to przy ochronie PPD 8 czas ochrony wyniesie 80 minut. Niezbyt wiele, chociaż nie wiem jaka jest ochrona SPF w przypadku tego kremu. Ale fajnie, że marka podaje taki wskaźnik!

      Usuń
    2. Przy tak ważnych rzeczach jak opalanie (można się nabawić raka skóry przez nieumiejętne opalanie a według statystyk to rak skóry to 4% wszystkich nowotworów) powinno być jasno wytłumaczone jak należy dane kosmetyki korzystać. Myślę, że albo firmy nie maja w tym interesu, albo im się nie chce.

      Usuń
  7. Przydatny post! Ja od kilku lat na plażę smarowałam fluid na twarz i szczerze mówiąc dzięki temu, nie opalała mi się twarz. U mnie w sumie opalanie to spalanie, bo jestem blada i opalam się na czerwono. Kilka dni temu uznałam, że pójdę bez makijażu, tylko nałoże krem z mocnym UV. No i się spaliłam... jednak lepszy był ten fluid.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opalenie się to nie wszystko :) Podkład mógł zatrzymywać część promieni UVB i rzeczywiście skóra się nie opalała. Jednak przed UVA skóry nie uchroni, natomiast krem owszem :)

      Usuń
  8. Bardzo przydatny wpis, bowiem niedługo jadę na wakacje i potrzebuję zaopatrzyć się w dobry filtr :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po prostu rewelacja! Bardzo mi się podoba idea stosowania filtrów latem.
    Trzeba o tym pamiętać.
    Chciałabym przetestować któryś z tych produktów.
    Pozdrawiam serdecznie, poniedziałkowo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo przydatny post, zwłaszcza teraz, kiedy kremy przeciwsłoneczne naprawdę się przydają. :)
    MÓJ BLOG (klik)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przydałby mi się jakiś poważny filtr do twarzy, bo ostatni niestety się nie sprawdził i twarz opaliłam sobie nierównomiernie :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię filtry z rossmanna, ponieważ to dobra jakość w przystępnej cenie. Używałam i nie mogłam sięgnąć kawałka pleców. Tam gdzie nie posmarowałam balsamem skóra była podrażniona od słońca. Jestem żywym dowodem, że balsam z filtrem działa :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Te kosmetyki z Clinique mnie zainteresowały.
    Dziękuje za odwiedziny i odpowiem na Twój komentarz tutaj bo u mnie nie mogę :( Krem Nivelazione w moim rozdaniu przeznaczyłam na nagrodę bo właśnie wiem, że jest świetny i chcę dać możliwośc innym go poznać. Jedną tubkę już skończyłam bo miałam przyjemność testować go dla Rossmanna :)Moja ocena na profilu Rossmanna jest bardzo wysoka :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przy takiej pogodzi filtry są sporadycznie nam potrzebne :P Ciekawy jest ten prasowany puder :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja teraz mam małe możliwości jeśli chodzi o wybór kremu... :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajne podsumowanie filtrów - żadnego nie stosowałam, ale ten z Ziaji zachęca zdecydowanie ceną :) Ja uwielbiam być opalona, jednak od pewnego czasu muszę bardziej twarz chronić, więc u kosmetyczki kupiłam sobie krem 3w1 - bb, nawilżający i filtr 50 - i jest super! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam Ziaję Med, bo budżet nie pozwolił na nic droższego, ale ja jestem z niej w miarę zadowolona, u mnie skóra się nie klei. Za taką cenę spodziewałam się gorszego produktu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. W takim razie teleportuję się do recenzji kremu BB! Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
  19. Produkt It's Skin ma śliczne opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja ciągle marzę o jasnym pudrze z filtrami - ten, który mam w domu, także jest za ciemny :(

    OdpowiedzUsuń
  21. strasznie mnie kusi ten bb z it's skin, nie ukrywam, że głownie ze względu na opakowanie :) fajne zestawienie ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zastanawiałam sie nad tym matujacym kremem z Ziaji ale ostatecznie kupiłam z mniejszym filtrem ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Niestety nie znam żadnego z nich, ale chętnie bliżej im się przyjrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Miałam krem ziaji i u mnie nie błyszczał się tak jak inne kremy z filtrem,bylam z niego zadowolona😊

    OdpowiedzUsuń
  25. Post bogaty w wiele cennych informacji :) Mam nadzieję, że niedługo ponownie do niego zajrzę, bo na razie lato jest marne :( Nie znam żadnych z tych filtrów i jeśli chodzi o filtry to nie mam ulubieńca ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja bardzo rzadko używam jakiekolwiek filtry, a jeśli już to biorę pierwszy lepszy z półki mojej mamy :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Ceny naprawdę różne. Ja mam swój z Ziaji :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Znam jedynie filtr z "Ziaji", który wymieniłaś jako pierwszy. Sama mam przyjemność w tym roku go stosować i muszę przyznać, iż u mnie sprawdza się nieco inaczej - pewnie, do kosmetyku matującego jest mu daleko, ale nigdy nie miałam problemu z jego lepkością. Jak dla mnie wchłania się bez zarzutu, jak na krem z SPF50 :)

    OdpowiedzUsuń