13 sierpnia 2017

Makijaż w stylu azjatyckim

Cześć Piękni! 
Pomysł na dzisiejszy post krążył po mojej głowie już od dawna, właściwie chyba od początku istnienia bloga. Nigdy jednak nie mogłam się zebrać, zawsze szukając pomysłów na makijaże do postów wybierałam coś innego... W końcu jednak nadszedł ten moment i postanowiłam zmierzyć się z makijażem mocno inspirowanym trendami koreańskimi oraz japońskimi.

Z góry chciałabym powiedzieć, że o ile z kwestią pielęgnacji azjatyckiej jestem dość mocno zaznajomiona, z makijażem jest trochę gorzej. Wiem jaki rodzaj makijażu preferowany jest w krajach Azji Wschodniej oraz znam niektóre trendy jakie w owych krajach występują. Trendy jednak pojawiają się i znikają, dlatego istnieje możliwość, że część technik uwzględnionych w moim makijażu jest już pase ;) Przygotowując się do jego wykonania korzystałam z obejrzanych filmów na Youtube, zdjęć oraz artykułów (głównie Azjatyckiego Cukru). Wybaczcie mi jakość zdjęć, jednak wykonywałam je telefonem i bez lampy :(



Tak, wiem że prawdopodobnie nie wyglądam w tym makijażu najkorzystniej (znajomi już mnie o tym poinformowali :D), jednak nie o to w tym wszystkim chodzi. Moje typowo europejskie rysy nie były ułatwieniem, zwłaszcza nos (teraz już rozumiem, dlaczego w mandze czy anime Europejczycy zwykle mają wielkie nosy). Miała to być jednak zabawa oraz możliwość przedstawienia azjatyckich technik makijażowych osobom, które nie mają świadomości jak to wygląda. Dla mnie dużym zaskoczeniem był fakt, że w Azji ideały piękna różnią się od tych zachodnich. W Europie czy Ameryce makijaż ma być seksowny i kobiecy. Stawiamy na mocno wyrysowane brwi, podkreślone oczy oraz usta, wykonturowaną twarz. W Japonii czy Korei natomiast kobiety stawiają na dziewczęcy wygląd - gładką, błyszczącą cerę (żadnego matu!), róż na policzkach, delikatnie podkreśloną centralną część ust czy oczy podkreślone kreską opadającą w dół, która uznawana jest za uroczą.


Makijaż, który wykonałam jest wersją dzienną i delikatną. Uznałam, że nie ma sensu pakować wszystkich znanych mi technik do jednego makeup'u. Myślę, że wiele dziewczyn w Azji wybiera właśnie taką opcję, jaką wam dzisiaj przedstawię. Największym problemem były dla mnie brwi. Budowa czaszki, a konkretnie twarzy u Azjatów jest odmienna od europejskiej, przez co nasze brwi wyginają się w zdecydowanie większy łuk. Na zdjęciach i filmach zauważyłam, że u Azjatek dolna krawędź brwi jest prosta, załamanie występuje dopiero przy górnej krawędzi. Wydaje mi się, że moje brwi powinnam wystylizować na bardziej proste, ponieważ uzyskałam efekt trochę rodem ze Star Treka :D Miałam też ogromny problem aby ukryć włoski rosnące poniżej namalowanego przeze mnie kształtu - na zdjęciu zostały one usunięte komputerowo :)
Jeśli chodzi o makijaż oczu, na całą powiekę, aż do łuku brwiowego nałożyłam cień do brwi Annabelle Minerals w odcieniu Vanilla, a następnie na powiekę ruchomą dołożyłam szampański cień z palety Au Naturel od Sleeka. Kolejno żelowym eyelinerem Pierre Rene narysowałam delikatną kreskę wyciągając ją lekko, a rzęsy podkręciłam i wytuszowałam maskarą  Pierre Rene Silicone Volume. Mimo iż do zdjęć zawsze doklejam rzęsy, tym razem postanowiłam tego nie robić. Wykonałam za to trik mający powiększyć i uwydatnić moje dolne powieki. Efekt ten nazywa się puffy eyes, a aby go osiągnąć, wystarczy szaro-brązowym cieniem emitującym cień narysować linię pod dolną powieką a następnie lekko ją rozetrzeć. 



Na twarz nałożyłam krem BB z It's Skin, o którym możecie przeczytać tutaj (klik). Postanowiłam nie nakładać na niego pudru. Pod oczami znalazł się kamuflaż w płynie Catrice, który ze względu na wchodzenie w zmarszczki musiałam utrwalić. Nie konturowałam twarzy, zdecydowałam się jedynie na róż Celia w odcieniu 03 (o różach tych pisałam tutaj), jednak mimo że specjalnie nałożyłam go więcej, niezbyt widać go na zdjęciach. Nałożyłam również rozświetlacz z zestawu do konturowania Makeup Revolution Ultra Scoulpt & Contour Kit (pisałam o nim tutaj). Próbowałam też delikatnie wyszczuplić nos bronzerem z tego zestawu pomieszanym z szarym cieniem, jednak wydaje mi się, że mój nos wciąż jest elementem burzącym azjatycki "klimat". Na usta najpierw nałożyłam korektor, a następnie na sam środek nałożyłam pomadkę Estee Lauder Pure Color w kolorze 26 Nectarine, którą delikatnie roztarłam. Na zdjęciach gradient wygląda gorzej niż w rzeczywistości.
Aby bardziej wpasować się w azjatycki klimat, postanowiłam ułożyć grzywkę na prosto (wiem, że jest przydługa i krzywo obcięta, ale na co dzień noszę ją inaczej :)) Z braku peruki oraz kolorowych soczewek w programie graficznym przyciemniłam również włosy i zmieniłam kolor oczu. Pokusiłam się również na delikatne przerobienie linii żuchwy - w Azji idealny kształt twarzy to odwrócony trójkąt, a co za tym idzie - żuchwa powinna układać się w literę V. Moja żuchwa naturalnie jest w takim kształcie, jednak trochę ją podrasowałam :) Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądały zdjęcia przed przerobieniem.



Lubicie czasem pobawić się i stworzyć mniej typowe makijaże? Jak podoba wam się moja azjatycka wersja? 



Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

6 sierpnia 2017

Zestaw pielęgnacyjny do włosów Dermena Hair | Recenzja

Cześć Piękni! 
Lato w pełni, a co za tym idzie - nasza skóra czy włosy często cierpią przez działanie promieni słonecznych czy na przykład klimatyzacji. Dzisiaj przedstawię wam więc dwa produkty, które mają zadbać o włosy słabe, suche i zniszczone nie tylko z powodu lata, ale również wielu innych czynników.


30 lipca 2017

Moje ulubione gadżety kosmetyczne

Cześć Piękni! 
W ostatnich latach na rynku wręcz zaroiło się od ciekawych gadżetów kosmetycznych, które uprzyjemniają nam dbanie o urodę czy makijaż. Ostatnio zdałam sobie sprawię, że całkiem sporo z nich to moi niekwestionowani ulubieńcy bez których nie wyobrażam sobie mojej kosmetyczki, mimo że na co dzień nie zwracam na nie większej uwagi. 



Zalotka MAC Half Lash Curler

Zalotka nie jest ani nowym wynalazkiem, ani też nieprawdopodobnie wymyślnym i innowacyjnym. Wariacji w tym temacie było już sporo. Mamy zalotki tradycyjne, małe, bez boków czy też podgrzewane. Ja skupię się jednak na tych małych, bo do nich należy mój ulubieniec. Usłyszałam o niej u Red Lipstick Monster już kilka lat temu, ale dopiero niedawno postanowiłam przekonać się na własnych rzęsach czy rzeczywiście jest taka dobra. I wiecie co? Jest świetna. Moje rzęsy są długie i dosyć podkręcone, więc niewiele im trzeba. Mimo to zawsze denerwowało mnie, że klasyczna zalotka jest zbyt duża i nie mogę precyzyjnie podkreślić moich rzęs dokładnie tam, gdzie chcę. Z zalotką MAC ten problem zniknął, a jeżeli użyjemy więcej siły, podkręcenie może być naprawdę spektakularne. Warto jednak uważać i trzeba nabyć trochę wprawy, bo mnie czasem zdarzy się podkręcić rzęsy na kwadratowo ;) Staram się je wtedy trochę rozprostować przy malowaniu i wszystko jest w porządku.






Brush Egg

Jest to typowy gadżet, który tak naprawdę nie jest nam niezbędny. Muszę jednak przyznać, że odkąd nabyłam mój egzemplarz, używam go przy każdym myciu. Czuję się wręcz dziwnie, jeżeli akurat nie mogę go użyć, bo np. jestem w podróży. Nie musimy inwestować w drogie brush eggi, które mogą kosztować nawet 25 zł (zwykle w sklepach stacjonarnych). Tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie go kupicie, bo wszystkie są praktycznie takie same. Ja swój nabyłam na Allegro za 5 zł, a drugi dostałam od marki Golden Rose podczas Meet Beauty. Jest on w paczce-nagrodzie, którą możecie zgarnąć w moim konkursie, więc zapraszam (klik). Istnieją też wersje rozbudowane, które już trudno nazwać jajeczkiem, bo mają zwykle kształt prostokąta. Są one wygodniejsze dla osób, które mają więcej pędzli, a ponadto można je założyć na całą rękę. Niezależnie jednak o jakiej wersji mowa, wypustki znacznie ułatwiają zarówno mycie, jak i płukanie pędzli. 





Skin Analyzer

O tym produkcie pisałam już kilka miesięcy temu. Służy on do mierzenia poziomu nawilżenia oraz natłuszczenia skóry. Dzięki temu możemy "zdiagnozować" naszą skórę i lepiej dostosować do niej swoją pielęgnację. Koszt takiego urządzonka na chińskich stronach nie jest wysoki, a mimo iż nie mamy pewności czy pomiar jest dokładny i rzeczywiście odzwierciedla stan naszej cery, mamy jednak punkt odniesienia i możemy porównać wynik np. sprzed nałożenia pielęgnacji i po aplikacji kosmetyków. Więcej na temat tego gadżetu przeczytacie tutaj.



Klipsy do zdejmowania paznokci hybrydowych

Co prawda zaprzestałam już ich używania, ponieważ zmywanie paznokci acetonem powodowało u mnie duże zniszczenie paznokci. Niestety, ale lakier (mimo wcześniejszego porządnego spiłowania) nie chciał się rozpuszczać, przez co później dosłownie musiałam go zdzierać striperem. Aktualnie spiłowuję lakier do końca, a moje paznokcie po zdjęciu lakieru nareszcie są w dobrym stanie i przestały się łamać. Mimo wszystko klipsy takie posiadam i osobom, które nie mają problemu ze zdjęciem lakieru, polecam. Swoje kupiłam za kilka złotych w chińskim sklepie. Aceton nie wyparowuje z wacika, mocno przylegają do płytki paznokcia i są łatwe w używaniu.



Grzebyk do rozczesywania rzęs Inglot
Muszę przyznać, że zupełnie o nim zapomniałam, a jest to gadżet, który uwielbiam. I mam tutaj na myśli konkretnie grzebyk marki Inglot, ponieważ jego ząbki są metalowe. Używałam już grzebyków plastikowych czy spiralek po tuszach do rzęs, jednak żaden nie daje tak świetnego efektu. Idealnie rozczesuje on sklejone tuszem rzęsy. Zwykle używam go od góry, dzięki temu rzęsy łatwiej się rozdzielają. Później możemy nim lekko podnieść rzęsy.





Osłonki na pędzle
Na ten temat również powstał już post, do którego was odsyłam (klik). W skrócie powiem, że są to specjalne siateczkowe osłonki, w których umieszczamy pędzla po umyciu do wyschnięcia. Zapobiegają one puszeniu się pędzli i są bardzo tanie. Można oczywiście zapobiegać puszeniu pędzli poprzez zawijanie w chusteczkę, jednak wydaje mi się to mniej higieniczne, a czas schnięcia jest dłuższy. W przypadku osłonek włosie ma ciągły kontakt z powietrzem i może spokojnie schnąć.

Jest to szóstka moich ulubionych gadżetów kosmetycznych. Nie wliczałam tutaj gąbek do makijażu, które również pokochałam, bo według mnie stoją one na równi z pędzlami i są nie tyle gadżetami, co akcesoriami kosmetycznymi. Jest jeszcze kilka gadżetów, które chciałabym wypróbować, a ciągle wymyślane są nowe. Jeśli za jakiś czas zbiorę więcej tego typu przedmiotów, z pewnością pojawi się druga część posta :)

Znacie już moich ulubieńców? Bez jakich gadżetów wy nie wyobrażacie sobie swojej kosmetyczki?






Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

23 lipca 2017

Filtry przeciwsłoneczne, które stosowałam i polecam

Cześć Piękni! 
Lato w pełni, chociaż pogoda nie rozpieszcza. Mimo wszystko Słońce potrafi czasem przygrzać, a nigdy nie wiadomo kiedy wyjdzie zza chmurki i zacznie smażyć, dlatego zawsze warto być przed nim chronionym. Jeżeli szukacie dla siebie filtra i nie wiecie na co się zdecydować, mam dla was kilka propozycji.


15 lipca 2017

Najlepszy krem pod oczy? | Bobbi Brown Extra Eye Repair Cream

Cześć Piękni! 
Z zamiarem napisania tej recenzji nosiłam się już od dłuższego czasu, jednak z niewiadomych przyczyn ciągle odkładałam ją na później. Ostatecznie nakłoniły mnie do tego filmy Maxineczki z Arleną Witt oraz Katosu, w których to Maxi mówiła o bohaterze dzisiejszego posta. Krem ten kupiłam bowiem "z polecenia" Asi, która określa go mianem najlepszego kremu pod oczy na świecie. Jeśli jesteście ciekawi czy podzielam jej zdanie, zapraszam do czytania.

10 lipca 2017

Konkurs Meet Beauty #2 !


Cześć Piękni! 
Już jakiś czas temu obiecałam wam konkurs, w którym podzielę się z wami moimi podarunkami z Meet Beauty. Oto więc nadszedł ten dzień. Bez zbędnego przedłużania - zapraszam do zapoznania się z regułami :)


2 lipca 2017

Bold eyeliner | Makijaż

Cześć Piękni! 
Lipiec zawitał i muszę przyznać, że czas ucieka mi ostatnio bardzo szybko. Na szczęście mam już prawie pełnoprawne wakacje, dlatego wracam do was i wreszcie znajdę czas żeby lepiej zadbać o bloga. Ostatni makijaż pojawił się w kwietniu z okazji drugich urodzin bloga, więc czas nadrobić wszystkie makijażowe zaległości :)