26 lutego 2017

Mac Face and Body | Recenzja

Cześć Piękni! 
Całkiem niedawno mogliście poznać moją opinię na temat korektora Mac Pro Longwear. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kolejnego produktu tej marki, a mianowicie podkładu Face & Body. Jeśli szukacie odpowiedniego dla siebie podkładu lub nie możecie zdecydować się który podkład z Maca wybrać, być może decyzja stanie się łatwiejsza :) 


Co mówi producent? 
"Płynny podkład, który zapewnia krycie od delikatnego do średniego oraz nieskazitelne, naturalnie satynowe wykończenie. Pielęgnuje skórę, jest wodoodporny i trwały." 
Cena i pojemność: 129 zł za 50 ml ; 120 zł ml za 150 zł 
Opakowanie: Miękka buteleczka z "kroplomierzem" 
Gama kolorystyczna: 13 odcieni w ciepłej oraz chłodnej tonacji 
Mój typ cery: lekko tłusta na czole i nosie, sucha na reszcie twarzy (choć dzięki dobrej pielęgnacji zachowuje się jak normalna) 


Opinia: 
Pierwszą rzeczą, która zaskoczyła mnie w podkładzie Mac jest jego konsystencja. Tak jak w przypadku korektora Pro Longwear, tak i tutaj produkt jest bardzo leisty. W przypadku Face&Body nie jest to tak negatywna cecha, jak u korektora, jednak od razu nasuwa się pytanie o jego wydajność. Co prawda, posiadam większą wersję (120 ml), która powinna mi wystarczyć na wieele miesięcy codzienniego używania, jednak przez rzadką konsystencję może okazać się, że 120 ml Face&Body to jak 50 ml gęściejszego podkładu. Ciekawa jest sama formuła kosmetyku, ponieważ jest on lekko... tłustawy? Nakładając go palcem można wyczuć śliską warstwę. 
Już podczas testowania produktu na dłoni w perfumerii zauważyłam, że krycie jest naprawdę bardzo niewielkie. Co prawda, nie potrzebuję dużego krycia a wręcz takiego unikam, ale tutaj byłam naprawdę zaskoczona. Odnosiłam wrażenie, że podkład nie kryje w ogóle. Okazało się jednak, że tak nie jest. Krycie rzeczywiście jest bardzo lekkie, jednak wciąż jest. Kilkukrotnie słyszałam, że Face&Body najlepiej jest aplikować palcami a nawet lekko wmasować w skórę, dzięki czemu lepiej się z nią stopi a krycie będzie większe. Osobiście nie widzę wielkiej różnicy w kryciu w zależności od sposobu aplikacji i mimo wszystko preferuję nakładać podkład pędzlem. Wynika to chyba z mojego przyzwyczajenia - palcami musiałabym więcej się napracować, by dokładnie i ładnie wszystko rozprowadzić. Sam podkład wygląda jednak na twarzy ładnie, ujednolica ją i rzeczywiście upiększa. Ma lekkość kremu BB, jest zupełnie niewyczuwalny na skórze. 
Producent reklamuje produkt jako wodoodporny. Czy rzeczywiście tak jest? Nie sprawdzałam jego odporności na wodę (lekki deszczyk nie zrobił mu krzywdy, ale nie robi też krzywdy podkładom, które nie są wodoodporne), jednak odporności na pocieranie nie ma prawie w ogóle. Zapomnijcie o smarkaniu podczas choroby czy dotykaniu twarzy. Oczywiście, większość podkładów znika podczas kontaktu z chusteczką, jednak w przypadku Maca ubytek jest naprawdę mocno widoczny. Dla porównania, używając Healthy Mixa, nawet jeśli starłam sobie podkład, miejsce to nie odznaczało się tak wyraźnie. 
Jeżeli zastanawia was kwestia dostępnych kolorów, polecam wybrać się do Maca i samemu sprawdzić jaki kolor wam odpowiada. Ja posiadam odcień C1, czyli ciepły i najjaśniejszy z całej gamy i o ile produkt rzeczywiście jest w tonach ciepłych, o tyle jego kolor jest dla mnie zbyt ciemny. Nie jest to wielka różnica i można ją zniwelować malując również szyję, jednak bardzo tego nie lubię i cenię podkłady, których kolor jest do mnie dobrze dobrany. Ponadto, do tej pory kojarzyłam markę Mac z podkładami, gdzie naprawdę każdy znajdzie swój kolor, tymczasem nie zawsze tak jest. 

Muszę przyznać, że moja opinia co do tego produktu jest mieszana. Jest to lekki podkład, dobry na co dzień. Nie wysusza skóry, jest niewyczuwalny, delikatnie podkreśla naszą urodę i ujednolica koloryt. Z drugiej jednak strony od podkładu za ponad 100 zł oczekiwalabym lepszej trwałości, idealnie dobranego koloru i efektu "wow". 

Znacie ten podkład a może dopiero chcielibyście go przetestować? Dajcie znać! 



Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

19 lutego 2017

Pędzle z EnjoyOurs | Recenzja

Cześć Piękni! 
Niedawno zapowiadałam wam recenzję zestawu tańszych pędzli do makijażu i właśnie dzisiaj podzielę się z wami opinią na ich temat. Część z was być może wie, że od zawsze jestem sceptycznie nastawiona do takich setów, ponieważ zwykle ich jakość jest mocno średnia. Ten zestaw widziałam już wiele razy na różnych blogach i często pojawiały się o nim pozytywne opinie, dlatego w końcu wpadł również w moje ręce.

Na początek kilka słów ogólnie, a następnie przejdę do recenzji każdego pędzla z osobna. Zestaw składa się z 10 pędzli. Możemy wybrać sobie zarówno kolor trzonków, jak i skuwek spośród kilku rodzajów. Włosie jest syntetyczne i bardzo mięciutkie. W ciągu ok. miesiąca użytkowania nie zauważyłam zużycia pędzli, skuwki dobrze się trzymają, a włosie nie wypada. Jedynym problemem był w zasadzie fakt, że z pędzli wystawały pojedyncze nieprzycięte włoski, które musiałam samodzielnie obciąć. Są one również dość nierówno ufarbowane. Faktem jest, że kształt pędzli się powtarza, co jest częste w zestawach tego typu. Uważam za zbędne posiadanie dwóch lub trzech pędzli w podobnym kształcie, podczas gdy można by zrobić naprawdę różnorodne kształty. Cena takiego zestawu to niecałe 6 dolarów (niecałe 25 zł) na przecenie oraz 12 w cenie regularnej i znajdziecie go tutaj. Jak więc sprawdzają się u mnie poszczególne pędzle?



1. Skośnie ścięty pędzel do twarzy typu flat top
Jak w przypadku wszystkich pędzli z tego zestawu, włosie jest naprawdę miękkie i przyjemne. Jest ono średnio zbite, choć bardziej w stronę mocnego. Używałam go tylko do nakładania podkładu, w czym sprawdził się naprawdę fajnie, jednak warto tutaj wspomnieć, że nie używam mocno kryjącego podkładu i nie wiem jak sprawdziłby się na takowym.


2. Pędzel do twarzy typu flat top
Brat pędzla nr 1, tym razem jednak ścięty na prosto. Tak naprawdę nie wiem co mogłabym napisać, ponieważ wszystko napisałam już w opisie poprzednika. Również całkiem przyjemnie się nim pracuje.


3. Zaokrąglony pędzel do twarzy
Stał się moim ulubieńcem do nakładania pudru. Mój dotychczasowy ulubieniec ma dłuższe i rzadsze włosie, jest mniej zbity. Jest też o wiele większy, więc fajnie sprawdza się przy pudrowaniu dużych powierzchni. Ten natomiast świetnie sprawdza się zarówno przy całej twarzy, jak i pod oczami czy w innych trudniej dostępnych miejscach.


4. Zaokrąglony, skośnie ścięty pędzel do twarzy
Podobny do swojego poprzednika, chociaż zdecydowanie mniejszy. Dla mnie jest to klasyczne „jajeczko” do nakładania różu i wcale mi to nie przeszkadza, chociaż jest to już mój kolejny pędzel w takim kształcie. Wydaje mi się jednak, że pochłania trochę za dużo produktu, zbyt mało zostawiając ostatecznie na twarzy. Mój egzemplarz jest też dość nierówno ufarbowany, ale do tego nie przykładam wagi.


5. Pędzel do twarzy z „czubkiem”
Najciekawszy pod względem kształtu ze wszystkich dużych pędzli w zestawie, jednak to właśnie on najbardziej mnie zawiódł. Miał predyspozycje by zostać moim ulubieńcem do konturowania, jednak to, co go pogrąża to zupełny brak precyzji przy jego wykonaniu. Włosie nie jest ścięte równo, są na nim „ząbki”, z jednej strony bok jest ścięty ostrzej niż z drugiej. Gdyby pędzel wykonany był porządniej, byłby naprawdę świetny i godny polecenia. Oczywiście da się nim wykonturować twarz i przy miękkich sypkich produktach nawet nie czuć tak bardzo jego wad, jednak jeśli produkt jest trochę twardszy, a zarazem trudniejszy do rozblendowania, może się nie sprawdzić.


6. Zaokrąglony pędzel do oczu
Jest on duży, jak na pędzle do oczu, oraz dosyć puchaty. Niestety, ale niezbyt nadaje się do nakładania czy blendowania cieni na powiekach, ponieważ jest po prostu za duży. Używałam go tylko do jasnych cieni, za pomocą których czyściłam okolicę pod łukiem brwiowym oraz rozcierałam zbyt ostre granice. Tutaj jednak, tak jak w przypadku pędzla do różu, mam wrażenie że pochłania trochę zbyt dużo produktu, zamiast oddać go na skórę.



7.  Zaokrąglony, skośnie ścięty pędzel do oczu
Pędzel podobny do poprzedniego, jednak tym razem możemy z jego pomocą zrobić o wiele więcej. Dzięki skośnie ściętemu włosiu, możemy użyć „czubka” do rozblendowania cieni. Używałam go i sprawdził się w tej roli dobrze, jednak wymaga to trochę większego nakładu pracy z naszej strony i doświadczenia w rozcieraniu cieni.


8. Mały flat top
Jest to miniaturka pędzla nr 2. Płasko ścięty, o dość długim włosiu, zachowujący się trochę jak duo fiber (z racji długości włosa i niezbyt dużej gęstości). Na pewno nie nadaje się do nakładania cieni, jednak znalazłam mu zastosowanie, z którego jestem całkiem zadowolona. Bo skoro podkład nakładamy flat topami, to dlaczego by nie nałożyć takim typem pędzla również korektora? Tak więc zaczęłam go tak stosować i naprawdę fajnie się w tej roli sprawdza. Po skończonej pracy zwykle trzeba kilka razy „doklepać” go, ale i tak wydaje mi się to wygodniejsze niż nakładanie palcem (a do tej pory nakładałam korektor tylko palcem!), zwłaszcza jeśli mamy długie paznokcie.


9. Mały, skośnie ścięty flat top
Jak u jego poprzednika, miniaturka innego pędzla z zestawu, tym razem nr 1. I tak jak w przypadku dużych flat topów, również tutaj wyczerpałam już temat opisując pędzel nr 8 :)


10. Pędzel do oczu z „czubkiem”
Miniaturka pędzla nr 5. Jest to najmniej używany przeze mnie i ogólnie najmniej użyteczny pędzel z całego zestawu. O ile jego duży odpowiednik jeszcze może posłużyć za pędzel do bronzera, o tyle w tym przypadku nie widzę dla niego zastosowania. Włosie jest na tyle długie i sprężyste, że nie sprawdza się przy blendowaniu (zamiast rozcierać cień, robi plamy). Pędzel jest jednak zbyt duży, by służyć np. do malowania dolnej powieki czy wewnętrznego kącika.


Co więc myślę o całym zestawie ogólnie? Muszę przyznać, że naprawdę nie jest on zły. Oczywiście moja opinia uwzględnia cenę zestawu i jak na niecałe 30 zł, to wydaje mi się to być dobrą inwestycją. Faktem jest, że lepiej byłoby wyrzucić zbędne, dublujące się pędzle i obniżyć cenę lub ewentualnie bardziej przyłożyć się do jakości, jednak zdecydowanie nie jest źle. Są w tym zestawie egzemplarze niezbyt udane, są jednak również takie, które lubię i których używam. Myślę, że przed zakupem każdy powinien sam zorientować się czego potrzebuje i wtedy podjąć decyzję na jakie pędzle się zdecydować.

A wy testowaliście już te pędzle? Co o nich myślicie?

Post został napisany we współpracy z Enjoyours.com

Mam dla was również kupon -10% na zakupy w Enjoyours.com, zapraszam!





Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

12 lutego 2017

Triple cut crease | Tutorial

Cześć Piękni!  
Jest już połowa lutego, a w tym roku na blogu nie pojawił się jeszcze żaden makijaż. Wynika to z ogromnego deficytu czasu, jednak w końcu udało mi się coś dla was przygotować. Od dawna miałam ochotę na cut crease, jednak przerwa w malowaniu sprawiła, że postanowiłam zaszaleć jeszcze bardziej :) 


1. Przygotowuję powiekę oraz brwi. Na brwiach znalazł się cień Kobo w odcieniu 302. Na powiekę nałożyłam korektor Mac Pro Longwear w odcieniu NC15. Jeśli jesteście ciekawi jak się sprawdza, zapraszam na jego recenzję: klik.


2. Brązowym cieniem z palety Mistrza Makijażu Avon rysuję zarys załamania i rozcieram go.


3. Czyszczę linię pod moim zarysem za pomocą ściętego pędzelka zamoczonego w korektorze. 


4. Zmieniam jednak lekko koncepcję i zamiast brązu, decyduję się na fiolet z tej samej palety ;) Nakładam ten kolor na brąz. W powiekę ruchomą wklepuję jasny cień z palety Clinique (niestety, nie znam koloru nazwy tej palety). 


5. Tworzę czarną kreskę eyelinerem w słoiczku Astor. 


6. Dolną powiekę maluję fioletem z tej samej palety Clinique, której używałam przed chwilą. Wyjeżdżam cieniem w taki sposób, by uzyskać trzecią kreskę. W kąciku wewnętrznym staram się również stworzyć lekko zaostrzony koniec. 


7. Na linii wodnej umieszczam białą kredkę Avon, a rzęsy tuszuję maskarą EsteeLauder Sumptuous Extreme.


8. Doklejam moje ulubione Ardell Demi Wispies 

Co sądzicie o takim makijażu? Koniecznie dajcie mi znać oraz piszcie jakie makijaże chcielibyście u mnie widzieć! 

Wiem, że baaardzo spóźniam się z wynikami rozdania, ale mam ostatnio sporo problemów i spraw do załatwienia, więc mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe. Konkurs już rozstrzygnęłam, a wygrywa... 
MEGLY ! 


Mam jednak zamiar zorganizować kolejny konkurs z równie fajną nagrodą. Nie wiem jeszcze kiedy, ale bądźcie czujni :)


Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!