Większość
produktów do konturowania twarzy występuje w formie suchej. Osobom, które
nie do końca opanowały jeszcze sztukę operowania bronzerem często wydaje się, że konturowanie na mokro jest jeszcze bardziej
skomplikowane i nieosiągalne. Tymczasem może się okazać, że o
wiele łatwiej władamy produktami kremowymi lub płynnymi niż
suchymi. Jedną ze świetnych opcji dla początkujących jest kółeczko do konturowania Kobo.
„Zestaw
kremowych podkładów do konturowania twarzy. Niezastąpiony w
makijażu scenicznym i fotograficznym. Idealnie wtapia się w skórę,
tuszuje niedoskonałości i przebarwienia oraz pozwala na osiągnięcie
efektu perfekcyjnie wymodelowanej twarzy. Do mieszania lub stosowania
pojedynczo.”
Cena:
19,99 zł
Moja
opinia:
Muszę
przyznać, że początkowo konturowanie na mokro kompletnie mi nie
odpowiadało. Wielokrotnie słyszałam, że zamiast gotowych
produktów lepiej użyć zbyt ciemnego podkładu czy korektora.
Robiłam tak, jednak odcienie kompletnie mi nie pasowały –
wszystkie były zbyt pomarańczowe. Dodatkowo płynna konsystencja
sprawiała, że łatwo było rozmazać kosmetyk tak, by mieć
nim umalowany cały policzek. Po kilku próbach porzuciłam ten
sposób i dalej stosowałam tradycyjne bronzery. Wszystko zmieniło się,
kiedy w moich rękach znalazło się kółko do konturowania Kobo.
Pierwszą
i niezmiernie ważną zaletą jest formuła produktu. Podkłady są
kremowe, a ich konsystencja jest w sam raz - ani zbyt miękka, ani zbyt
twarda. Ciemniejsze odcienie nakładam na skórę płaskim pędzelkiem
do nakładania cieni. Dzięki temu mogę idealnie wyrysować
kształty. W przypadku kości policzkowych dociskam pędzelek mocniej
tak, by wszedł pod kość policzkową i perfekcyjnie ją obrysował.
Warto przy tym zaznaczyć, że wszelkie mokre czy kremowe produkty
tego typu nakładamy na nieprzypudrowany podkład. Dzięki temu mokre
warstwy mogą się połączyć, a na koniec utrwalamy je pudrem.
Teraz wystarczy już tylko rozetrzeć produkt dość precyzyjnym
pędzlem. Ja uwielbiam to robić moim Glambrushem T13, który służy
mi zarówno do aplikacji podkładu, jak i później roztarcia
konturu.
Niemniej ważną rzeczą jest kolor kosmetyku. W kółeczku znajdują się cztery kolory – jasny, wpadający w żółte tony, brzoskwiniowy oraz dwa odcienie brązu. Mnie wystarczyłby tylko jaśniejszy brąz, ponieważ w zasadzie używam tylko jego. Na potrzeby recenzji przetestowałam również jasne odcienie. O ile odcień łososiowy kompletnie nie pasuje do mojej karnacji i nie jestem w stanie znaleźć dla niego żadnego zastosowania, o tyle jego żóły odpowiednik sprawdza się o wiele lepiej. Pokusiłam się nałożyć go pod oczy jako korektor i nie wypadł w tym teście najgorzej. Przypudrowany utrzymał się w ciągu dnia, jednak zbierał się w zmarszczkach. Moje wymagania co do korektora pod oczy są spore, dlatego też nie zmienię ich na podkład Kobo. Przede wszystkim jego konsystencja jest zbyt ciężka i nie jest to produkt zastygający. Możemy natomiast używać go do konturowania poprzez rozjaśnianie, czyli pokryć nim szczyty kości policzkowych czy grzbiet nosa, by optycznie je uwypuklić. W tym celu sprawdza się o wiele lepiej, chociaż też nie przekonałam się do używania go na co dzień. Jego konsystencja wydaje mi się zbyt ciężka, przez co traktuję go jak zbędną warstwę, którą w dodatku lekko widać. Jasny brąz, jak już pisałam, to mój faworyt, co z pewnością potwierdzi zużycie widoczne na zdjęciach. Jest to idealnie dobrany dla mnie kolor do konturowania. Jego odcień jest chłodny, ale nie na tyle chłodny, aby sprawiać wrażenie brudnego. Bardzo łatwo jest go nałożyć i rozetrzeć, mamy nad tym dużą kontrolę. Utrzymuje się na twarzy przez cały dzień i nie ściera. Najciemniejszy kolor również jest całkiem fajnie dobrany, jednak nie do końca pasuje do mojej karnacji. Dla mnie jest zbyt ciemny i trochę w złym tonie.
Można
by zadać pytanie: czy warto kupować kółeczko korektorów za 20
zł, skoro tak naprawdę używamy tylko jednego? Ja uważam, że
warto. Być może inne osoby lepiej wykorzystają pozostałe
odcienie, ja natomiast jestem bardzo zadowolona z tego produktu nawet
używając tylko 1/4. Chętnie zobaczyłabym takie kółeczko w
wersji z jednym kolorem, ponieważ wydajność podkładów jest dość
niska. Używam swojego od około dwóch miesiący i widać znaczny ubytek. W
porównaniu do tradycyjnych bronzerów, które często służą nam
nawet przez lata, różnica jest zauważalna.
Mam
nadzieję, że przybliżyłam wam ten produkt wystarczająco dobrze,
byście sami mogli wystawić opinię na jego temat. Według mnie jest
to bardzo fajny produkt pod względem bronzerów. Ich jakość jest
świetna. Podkłado-korektory uważam jednak za zbędne z racji zbyt
ciężkiej konsystencji oraz faktu, że nie zastygają.
Znacie
ten produkt? Jakie są wasze ulubione bronzery?
Jeśli jeszcze nie śledzicie mnie przez gadżet Obserwatorzy czy też na Facebooku to polecam to zrobić, ponieważ już niedługo ogłoszę konkurs z bardzo fajną nagrodą :)
Jeśli jeszcze nie śledzicie mnie przez gadżet Obserwatorzy czy też na Facebooku to polecam to zrobić, ponieważ już niedługo ogłoszę konkurs z bardzo fajną nagrodą :)
Nie zapomnijcie o Instagramie!




Szkoda, że wydajność jest dość niska. Ale może polecę siostrze.
OdpowiedzUsuńszkoda że mogła by być lepsza....ale przy nie wygórowanej cenie...
OdpowiedzUsuńMam to kółeczko :) Łososiowego i żółtego czasem używam w okolice oczu, ale nie całkiem blisko, bo faktycznie mocno zbiera się w zmarszczkach.
OdpowiedzUsuńNajciemniejszy kolor jest naprawdę ciemny, więc nie sięgam po niego. Rzeczywiście najlepszy jest jasny brąz, ale ja jakoś wolę używać prasowanych bronzerów.
Ten czasem robi mi plamy i choć wiem, że to moja wina, to średnio mam ochotę z tym walczyć ;)
Fajnie, że dla nas potestowałaś też jasne odcienie kółeczka.
Widzę, że Twoje opakowanie jest tak samo ufajdane jak moje :D
~Wer
I tak je wyczyściłam do zdjęć :D
UsuńZnam i uwielbiam już długo używam ten produkt ,ale teraz pokochałam jeszcze bardziej kredki kobo ,lepiej się z nimi pracuje ;)
OdpowiedzUsuńhttp://beautybloganeta.blogspot.com/
Ja dopiero musiałabym się nauczyć porządnie sztuki konturowania na mokro, żeby ją włączyć do swoich makijażowych sztuczek :) Ale na co dzień wydaje mi się to zbyt czasochłonne (zwłaszcza, gdy po siłowni mam dosłownie chwileczkę na makijaż, aby zdążyć do pracy). Pozdrawiam poniedziałkowo :)
OdpowiedzUsuńNie miałam go, ale do konturowania wolę suche produkty ;)
OdpowiedzUsuńGdyby wypuścili ten jasny brąz jako samodzielny produkt, to bym mu się nie oparła! :D
OdpowiedzUsuńzastanawiałam się :)
OdpowiedzUsuńMam i czasem go sobie użyje :D Bo muszę poświęcić aplikacji więcej czasu. Zgadzam się, że jest wyjątkowo niewydajny.
OdpowiedzUsuńMam i uwielbiam! ♥
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałam.
OdpowiedzUsuńUwielbiam konturowanie twarzy tego jeszcze nie miałam :) Buziaczki :*
OdpowiedzUsuńhttp://szymkowerobotki.blogspot.com
Mam to kółeczko, chętnie po nie sięgam, ale też często zapominam, ze je mam i sięgam po bronzer tradycyjny. Kolory są bardzo fajne, na szczęście nie wyglądają jak brudne plamy i ładnie się blendują :)
OdpowiedzUsuńnie jestem na takim etapie, żeby konturować twarz. nie umiem...obawiam się, że tymi produktami zrobiłabym sobie krzywdę
OdpowiedzUsuńWłaśnie ostatnio zastanawiałam się nad jego zakupem i mnie przekonałaś, żeby wypróbować. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMi jakoś konturowanie nie idzie ;p jedyne co to używam zwykłego bronzera :)
OdpowiedzUsuńMam i bardzo lubię : )
OdpowiedzUsuń