25 marca 2018

Szczoteczka soniczna - nowy poziom oczyszczania

Szczoteczka soniczna
Cześć Piękni! 
Szczoteczki soniczne w ciągu kilku ostatnich lat stały się bardzo popularne, zwłaszcza wśród środowiska blogerskiego. Sama raz na jakiś czas zastanawiałam się czy nie sprawić sobie takowej, jednak skutecznie odstraszały mnie ceny najpopularniejszych modeli oraz niepewność czy taka forma oczyszczania w ogóle się u mnie sprawdzi. Nadszedł jednak dzień, kiedy szczoteczka soniczna wpadła również w moje ręce.


Zacznijmy jednak od tego czym jest technologia soniczna i jak działa. Szczoteczki soniczne działają w dwojaki sposób. Z jednej strony wykonują ruchy wymiatające, których częstotliwość jest wyższa niż w przypadku elektrycznych szczoteczek nie-sonicznych. Z drugiej natomiast wytwarzają fale dźwiękowe, które mogą "sięgać" nawet 4 mm poza włoski szczoteczki i dodatkowo wspomagają oczyszczanie. Technologia działa w taki sam sposób, jak w sonicznych szczoteczkach do zębów.
Pamiętajcie, że nie każda szczoteczka elektryczna jest szczoteczką soniczną. Część z nich działa jak obrotowo-pulsacyjne szczoteczki do zębów, czyli jedynie obraca się, nie wytwarzając przy tym fal. Do wyboru mamy również różne rodzaje szczotek - z wymienną główką z tradycyjnym włosiem oraz silikonowe, których można używać nawet kilka lat. Przejdźmy więc do tej, której mam okazję używać, czyli szczoteczki marki Beautifly.


oczyszczanie twarzy

Co mówi producent?
"Dobre oczyszczenie twarzy to pierwszy krok w codziennej pielęgnacji. Szczoteczka do mycia twarzy usuwa zrogowaciały naskórek, zanieczyszczenia i pozostałości po makijażu. Martwy naskórek jest delikatnie złuszczany, a skóra jest bardziej ukrwiona, przez co wchłanialność produktów pielęgnacyjnych jest ułatwiona, a samo ich działanie wzmocnione. Dokładnie oczyszcza nawet głębokie pory i z biegiem czasu stają się one mniejsze, co też sprzyja ograniczeniu powstawania niedoskonałości."
Rodzaj szczoteczki: soniczna, silikonowa
Ilość ruchów: 800 na minutę
Cena: 165 zł

Zacznę może od opisania bardziej technicznych parametrów, a później przejdę do moich doświadczeń. Szczoteczka soniczna Beautifly ma kształt płaskiego dysku i posiada wypustki po obu stronach. Z jednej strony są to wypustki oczyszczające, natomiast z drugiej - relaksująco-masujące. Tryb oszczyszczający posiada 6 stopni wibracji, natomiast relaksacyjny - 3. Jak widzicie na zdjęciach, strona oczyszczająca ma o wiele więcej włosków, które są również dłuższe i bardziej miękkie. Jeżeli chodzi o ilość drgań, producent informuje, że w przypadku trybu masującego, zmienia się rodzaj drgań, jest ich jednak więcej, ponieważ aż 100 na sekundę. Szczoteczka jest wodoodporna, chociaż ja starałam się nie zalewać części służącej do ładowania. Wbudowany timer daje nam krótki sygnał (przestaje na chwilkę wibrować) po każdych 15 sekundach oraz dłuższy po minucie. W zestawie dostajemy również podróżne etui oraz kabel USB, dzięki czemu szczoteczkę możemy naładować używając tradycyjnej ładowarki telefonicznej lub podłączając ją np. do komputera. To by było na tyle, jeżeli chodzi o kwestie techniczne.

szczoteczka do mycia twarzyGłównym zadaniem szczoteczki Beautifly jest oczywiście oczyszczenie skóry. Moja cera nie ma skłonności do zapychania, nie przetłuszcza się też szczególnie. Mam jednak bzika na punkcie oczyszczania cery i naprawdę dbam o to, aby robić to jak najlepiej. Źle oczyszczona skóra szybciej się starzeje a wszelkie kosmetyki pielęgnacyjne słabiej się wchłaniają. Od kilku lat stosuję się do azjatyckiego sposobu dwuetapowego oczyszczania - najpierw olejem (możecie o tym poczytać tutaj), a następnie produktem na bazie wody i sprawdza się to u mnie świetnie. Dlatego również w tym przypadku moją pierwszą fazą oczyszczenia, głównie demakijażu jest ręczne umycie twarzy olejkiem (zmywam wtedy całą twarz, łącznie z oczami, których nie można myć szczoteczką). Etap mycia produktem na bazie wody wykonywałam natomiast już przy użyciu szczoteczki. Muszę przyznać, że jest to dosyć dziwne uczucie, ponieważ o ile w przypadku szczoteczki z tradycyjnymi włoskami polegamy na działaniu czysto mechanicznym, o tyle przy silikonowych wypustkach, drganiach i wysyłanych falach musimy zaufać, że oczyszczają one nasze pory. Dlatego łatwo jest przesadzić, co ja na początku zrobiłam. Domyślnie ustawiony średni poziom wibracji wydał mi się zbyt delikatny, bo nie czułam na swojej skórze nic prócz lekkich wibracji, dlatego postanowiłam go podkręcić, co skończyło się zaczerwienioną skórą. Ostatecznie metodą prób i błędów odkryłam jaka moc wibracji jest odpowiednia dla mnie. W przypadku tej technologii musimy po prostu zaufać, że działa, zamiast podkręcać ustawienia :)

masażer do twarzy

Jeśli chodzi o tryb masażu, jest to według mnie świetna opcja. Od dawna interesuję się technikami masażu oraz ćwiczeń twarzy i wierzę, że jest to sposób na realne opóźnienie procesów starzenia takich jak np. migracja twarzy. Aby je wykonywać należy jednak zadbać o poślizg skóry a nie ma chyba ku temu lepszej okazji niż podczas oczyszczania. Dlatego też codziennie po umyciu skóry staram się choć przez chwilę użyć trybu masażu, kierując szczoteczkę od nosa do skroni oraz od żuchwy w górę (by zapobiec opadaniu policzków) oraz wzdłuż linii żuchwy. Masuję nimi również czoło, aby rozluźnić mięśnie, które przy częstym napinaniu pozostają zaciśnięte permanentnie, tworząc tzw. "lwią zmarszczkę".
Przeszukując internet w poszukiwaniu informacji na temat szczoteczek sonicznych odnalazłam informację, że często po przejściu na ten typ oczyszczania skóra zaczyna "wyrzucać" z siebie wszystkie zanieczyszczenia i zaczynają pojawiać się pryszcze. Przyznaję, że w moim przypadku również pojawiło się kilka niedoskonałości, chociaż było to dosłownie kilka wyprysków. Aktualnie wydaje mi się, że skóra już się uspokoiła.
Trudno jest odpowiedzieć na pytanie czy skóra jest czystsza. Nie jestem w stanie zajrzeć w swoje pory, aby to sprawdzić. Mam jednak wrażenie, że zmniejszyła się ilość wągrów na moim nosie (nie miałam ich nigdy dużo, ale mimo wszystko), a rozszerzone pory, które od jakiegoś czasu były moim problemem, przestały być tak mocno widoczne. W poście na temat dziwnych gadżetów kosmetycznych z Azji (klik) pisałam o spieniaczu, którego zadaniem jest tworzenie gęstej piany. Piana taka ma ponoć oczyszczać i zwężać pory. Zaczęłam się więc zastanawiać, czy właśnie nie na takiej zasadzie szczoteczka soniczna, pieniąc kosmetyk myjący przy użyciu setek drgań, tak dobrze oczyszcza i zwęża pory.


Moja przygoda ze szczoteczką soniczną jeszcze się nie skończyła, ale muszę przyznać, że nie zawiodłam się na niej. Warto pamiętać, że trzeba używać jej z głową, ponieważ mimo niepozornego wyglądu można zrobić nią sobie krzywdę. Wystarczy jednak wypracować odpowiedni dla siebie sposób jej używania (nie musi to być codziennie, jeśli skóra jest zbyt delikatna), a to małe urządzonko może stać się naszym przyjacielem :)

Używaliście już szczoteczek sonicznych? W jaki sposób oczyszczanie swoją cerę?


Post powstał we współpracy z Beautifly.eu


Pamiętajcie, że wciąż trwa konkurs!








Nie zapomnijcie o Instagramie!

Instagram

I Facebooku!

12 komentarzy:

  1. ja mialam juz kilka gadzetow ulatwiajacych oczyszczanie twarzy i za kazdym razem je porzucam i o nich zapominam..

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam jeszcze takiej szczoteczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba przyjdzie mi kiedyś poznać się ze szczoteczką soniczną, bo wiele dobrego czytam o jej efektach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna, a masz jakiś rabat?

    OdpowiedzUsuń
  5. ja chyba mam gdzieś jakąś szczoteczkę ale nei używam jej

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe co by powiedziała moja naczynkowa skóra na taką szczoteczkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Posiadam szczoteczkę soniczną i uważam, że moja skóra twarzy nigdy nie była czyściejsza. Tylko ona potrafi dać mi takie uczucie czystości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie używałam szczoteczki sonicznej ale chyba zastanowię się poważnie nad jej zakupem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe. Może na gwiazdkę się skuszę

    OdpowiedzUsuń